GłÓWNA | SZTUKA | RYNEK SZTUKI | KULTURA | DESIGN | WYDARZENIA | AKTUALNOŚCI | PODRÓŻE | LOKALNIE | REFLEKSJE |

Promocja autoakceptacji

15:50:00

P. P. Rubens, Trzy Gracje



Bardzo rzadko wdaje się w internetowe dyskusje, ale jeśli to robię to kieruje się jedną, jedyną zasadą: aby nadal być człowiekiem. Myślicie, że to banalne? Że każdy ma prawo do własnej opinii i chociażby była dla kogoś krzywdząca, to nadal jesteśmy w porządku?


Nie. Nie jesteśmy.

Poruszyła mnie wyjątkowo dyskusja związana z blogiem Agaty:  Gruba. I szczęśliwa. Rzeczywiście. Agata jest miła, ładna i gruba. I to nie żadna obelga, tylko fakt. O ile dwa epitety są dla wszystkich bezsporne o tyle trzeci stwarza ogromny problem. Dlaczego? Bo Agata naprawdę jest szczęśliwa. Jest przy tym również bardzo szczera. W swoim ostatnim poście o przewrotnym tytule Promocja otyłości  stwierdza, że jej obecna kondycja związana jest w pewnej mierze z genetycznym uwarunkowaniem, ale nie oszukuje i mówi głośno: lubię jeść i nie cierpię biegać. Podobno stwierdzenie, że jestem gruby/a z powodu genów to marne wytłumaczenie. Ja na przykład jestem genetycznie szczupła. Jem bardzo dużo, nigdy nie trzymałam diety, długo nie dbałam o wyjątkowy ruch i nie liczę kalorii. Zawsze powtarzałam, że to przemiana materii i geny. I to jest w porządku. Sprawiedliwie, prawda?


Obecny "kanon" tzw piękna jest bezlitosny. Albo inaczej. To my ludzie jesteśmy bezlitośni dla siebie. Bo wszystko jest w porządku, dopóki my, ze swoją nienaganną aparycją, myśleniem i postrzeganiem świata jesteśmy tacy jak chcieliby tego inni. Wiadomo. Reklamy, wybiegi, brukowce też robią swoje. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wybijamy się ponad "normę" i co gorsza- jesteśmy z tym szczęśliwi. Bo gdyby Agata powiedziała, że z powodu swojej otyłości ma kompleksy, czuje się źle i nie lubi swojego wyglądu wielu uznałoby, że słusznie, w końcu ani nie wygląda atrakcyjnie ani niczym nie przypomina ślicznotki z wybiegu. Ale dziewczyna mówi co innego. Mówi, że owszem, nie jest idealna, nie żyje zdrowo i ma na koncie wiele żywieniowych grzechów, ale mimo wszystko naprawdę się lubi, właśnie taką jaką jest. I to się niektórym bardzo nie spodobało.

Nie jestem zwolennikiem zdrowotnego niedbalstwa. Nie bronię też otyłości, zwłaszcza, że jest ona powodem bardzo wielu poważnych chorób. Bronię tylko jednego. Akceptacji samego siebie. Przypomina mi się w tym miejscu świetna historyjka, jaką kiedyś opowiedział na swoim popularnym profilu @Yuri Drabent. O cudnej pani, którą obserwował w warszawskiej galerii. Kobieta była tak czarująca, piękna i idealna, że mogłaby mieć wszystkich mężczyzn świata, jednak kiedy tylko otworzyła swoje czerwone i ponętne usta wyrzucając z siebie kilka bełkotliwych, wiejskich wręcz słów czar prysł, szybko i bezpowrotnie jak największa na świecie mydlana bańka. 


Nie chce przybierać tu moralizatorskiego tonu, bo na samą myśl, że miałabym napisać, że wygląd to przecież nie wszystko, to aż mi głupio. Czasami jednak myślę, że gonitwa za byciem fit, idealnym i jak z żurnala obrała naprawdę niebezpieczne tory. Jeśli tylko sięgniemy pamięcią wstecz, zwłaszcza do historii sztuki, co nasuwa mi się rzecz jasna jako pierwsze, zobaczymy, że z tym pięknem bywało przeróżnie. Modne kobiety były raz chude, raz grube, raz małe a później duże, blond i czarne, później rude. Co chwile różnie. I o ile nikt na przestrzeni wieków nie mógł i nadal nie może do końca ustalić co w kwestii estetyki jest najlepsze, o tyle dostrzegłam jedną, od zawsze stałą i niezmienną wartość na tym świecie. Taką jedyną w której się można i warto szalenie zakochać. 


Piękny umysł. 



Pozwólcie, że na koniec przytoczę fragment wywiadu z Jakubem Żulczykiem, pod którym podpisuje się obiema rękami:


Wiki Królikowska: Ładne nogi, płaski brzuch czy fajne cycki?

J.Ż: Przede wszystkim jędrny mózg. 


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Mój umysł klaszcze w tym momencie. Napisałaś artykuł, który nareszcie jest prawdziwy, bo to prawda, że gonimy za pięknem ciała zaniedbując to ważniejsze. Nie potrafimy znaleźć środka. Na dodatek wyżywamy się na tych, którzy znaleźli szczęście choć nie pasują do urojonych norm. Dziwne czasy mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć czasy może faktycznie trudne, uważam, że jednak to nie ich wina ale nasza. To my sami sobie utrudniamy życie. Szkoda. Mimo wszystko trzeba starać się być człowiekiem.
      Dziękuje za miłe słowo ;)

      Usuń

Zostaw komentarz, porozmawiajmy!