Słodkie, namiętne i intymne, czyli pocałunki w malarstwie

Facebook od rana na każdym kroku przypomina mi, że dziś przypada Światowy Dzień Pocałunku. Oczywiście, mam nadzieję, że nie będziecie się całować tylko dzisiaj, ale cały przyszły rok i tego Wam życzę, wykorzystałam jednak tę okazję i zebrałam kilka najpiękniejszych, moich zdaniem, pocałunków w sztuce. Niektóre na pewno doskonale znacie, ale myślę, że wśród nich pojawiły się również nowości. Szymborska pięknie napisała, że dwóch takich samych pocałunków nigdy nie doświadczymy, przyglądnijmy się więc tym, które zapisały się na kartach historii malarstwa. 
 
Jako pierwszy przychodzi nam wszystkim na myśl zapewne „Pocałunek” Klimta. Myślę, że rzeczywiście zasługuje na miano najpopularniejszego,  nie uważam jednak, aby był to najładniejszy całus w sztuce. Chyba za dużo go wszędzie na każdej filiżance i serwetkach, za bardzo nam się opatrzył i spowszedniał. Mimo wszystko warto spróbować popatrzeć na niego świeżym okiem i zwrócić uwagę chociażby na wyraz twarzy kobiety, błogi i taki spokojny. Nie wiem czy byłabym tak łagodna, gdybym balansowała na krawędzi przepaści. Chociaż, w ramionach mężczyzny…

 

Gustav Klimt, Pocałunek, 1907-1908

 

Kiedy patrzę na „Pocałunek” Francesco Hayeza zawsze słyszę szelest sukni tej kobiety. I zachwycam się baśniowością przedstawienia, który jest dla mnie taką kwintesencją miłości rodem z filmów pokroju Robin Hooda. Każda z nas kiedyś marzyła o takim uroczym chłopcu w geterkach i kapeluszu z piórkiem. Wczoraj też widziałam na rynku faceta w geterkach, ale coś chyba w tej materii poszło jednak nie tak. 
 
Francesco Hayez, Pocałunek, 1859
 

Podobnie rzecz ma się u Prerafaelitów. Miłość, romans i intryga, wszystko w pośpiechu, intymnie i w ukryciu. „Paolo i Francesca” Dante Gabriela Rossettiego to przykład historii gorącej i zawiłej rodem z Harlequinów, które nasze babcie czytały z wypiekami na twarzy (jak byłam mała to podkradłam mojej babci jeden egzemplarz i szukałam w nim pikantnych fragmentów, oj ja niegrzeczna). Francesca była córką Pana Rawenny, który postanowił ją wydać nie z miłości a z rozsądku. Niestety, z obawy, że córka ucieknie brzydkiemu narzeczonemu sprzed ołtarza podrzucono jej na czas ślubu śliczny męski zamiennik, w którym Francesca zakochała się od pierwszego wejrzenia. Teraz całują się potajemnie, gdyż jedyne co im pozostało to gorący romans. Och!


Dante Gabriel Rossetti, Paolo i Francesca da Rimini, 1867



„Amor i Psyche”  to znowu ten najfajniejszy moment, który Canova uwiecznił w swojej klasycystycznej rzeźbie. Jeszcze się nie całują, jeszcze ich usta się nie spotkały, ale patrzą na siebie tak pięknie, przybliżają się, to się wydarzy już za moment. Jestem pewna, że całują się namiętnie kiedy tylko zwiedzający przestają patrzeć. Wszystkie rzeźby tak robią, ożywają gdy nikt już nie patrzy. Może dlatego zawsze trochę się ich boję i kiedy stoję oko w oko w z takimi w proporcjach 1:1 to wydaje mi się, ze zaraz do mnie mrugną. 


Antonio Canova, Amor i Psyche, 1808

 

U Muncha jest inaczej. Artysta przedstawiając całujących się kochanków zawsze odbiera im twarze, sprawiając, że zatapiają się w sobie i pochłaniają nawzajem. Patrząc  na to przez pryzmat relacji Muncha z kobietami, które jawiły mu się jako subtelne i jednocześnie drapieżne istoty można się zastanawiać, czy nie jest to przypadkiem pocałunek, który zniewala i odbiera mężczyźnie tożsamość. A może po prostu chodzi o wyobrażenie miłości, jako jednej duszy w dwóch ciałach? Nie wiem, ale wersja z kobietą jako femme fatale podoba mi się zdecydowanie bardziej. 

Edvard Munch, Pocałunek, 1897

Podobnie dzieje się w „Kochankach” Magritte’a, chociaż w tym przypadku interpretacji pojawia się sporo. Czy ta miłość jest ślepa? Czy kochankowie, pomimo wielkiego uczucia i bliskości wciąż są dla siebie tajemnicą? Kiedy patrzę na ten obraz myślę, że oni w gruncie rzeczy wcale nie są szczęśliwi, że coś, jakaś zasłona, symbolicznie przedstawiona jako biały materiał przeszkadza im w szczerości relacji i odczuwaniu prawdziwej przyjemności. W końcu nie czują smaku swoich ust, nie są w stanie nawet poczuć zapachu skóry. A przecież to takie przyjemne. 

 

Rene Magritte, Kochankowie II, 1928 

Mogą także Ci się spodobać