Dzień Wolnej Sztuki. Spiesz się powoli, zwiedzaj powoli

 

Bardzo często łapie się na tym, że patrzę na telefon, aby sprawdzić która godzina, ale mimo wszystko, za parę sekund już nie pamiętam, co zobaczyłam. Podobnie jest z oglądaniem czegoś, z obserwowaniem rzeczy dookoła. Niby patrzę, ale bardzo pobieżnie i zapamiętuje tylko ogólniki. Żadnych detali, szczegółów. Wszystko jakby umyka, bo przecież nie ma czasu na głupoty, na zawracanie sobie głowy pierdołami. Niestety, taka powierzchowność przekłada się także na oglądanie dzieł sztuki. Na pewno znacie taki scenariusz. Wielkie muzeum, mało czasu, mnóstwo sal z obrazami, które po prostu trzeba zobaczyć, mapka w ręce i maraton czas zacząć. No bo jeszcze przecież Rembrandt, bo jeszcze ta XVII sala, bo jeszcze tamto, a tego jak nie zobaczę, to wstyd się będzie przyznać, ze w ogóle tu byłam. No i zamiast zwiedzać, człowiek biega a zamiast oglądać, rzuca tylko nerwowym okiem, bo w głowie już wiruje myśl, co trzeba zobaczyć jako kolejne. 
 
Po paru takich szalonych wizytach w muzeach powiedziałam sobie zdecydowane „nie”. Za którymś razem po prostu stwierdziłam, że jeśli mam za mało czasu to wolę zrezygnować ze zwiedzania, niż zrobić coś na wyścigi i po łebkach. Zdarzało się, że zamiast wielkiego gmachu wybierałam coś mniejszego, równie interesującego, co nie angażowało jednak na cały dzień. W rezultacie, taka decyzja zawsze przynosiła wielkie, bardzo pozytywne zaskoczenie. Bo nagle okazało się, że wypatrzyłam na obrazie jakiś fantastyczny szczegół albo zauważyłam coś, o czym wcześniej nie miałam zielonego pojęcia, choć wydawało mi się, że znam ten obraz doskonale i na wylot. Nagle ilość zaczęła przeradzać się w jakość, a patrzenie stało się angażującą czynnością, pozwalającą postawić znak równości pomiędzy słowami patrzeć i wiedzieć. 
 
Wprawdzie odniosłam się tutaj do zwiedzania w muzeum i do sztuki, ale myślę, że ta sprawa dotyczy także każdej innej kwestii naszego życia. To wygląda chyba bardzo podobnie. Na autobus zawsze biegałam, bo każdy poranek był dla mnie wielkim zaskoczeniem. Teraz, kiedy do pracy mam dosłownie 3 minuty również biegnę, bo mieszkam przecież za blisko, żeby przychodzić punktualnie. Po pracy też szybko, wszędzie, szybko, ciągle w biegu. Wiem, że tak jest i tak niestety wygląda nasze życie, ale fajnie jest się czasami zatrzymać. Może to brzmi jak coelhizm, ale to jest dokładnie tak, jak w przypadku patrzenia na dzieło sztuki – nagle pojawiają się te wszystkie ciekawe detale, o których wcześniej nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Żeby nie być gołosłowną, mam dla Was słynny obraz przedstawiający Elżbietę Tudor, autorstwa Isaaca Oliviera. Portret znany, kojarzony chociażby z podręczników historii czy z encyklopedii (pomyśleć, że przeglądałam takie relikty za młodu).  
 
Isaac Olivier, Rainbow portret, 1600

A teraz popatrzcie na tłoczony wzór płaszcza.
 
 

 

Od Eli możemy się uczyć jak dobrze i dokładnie obserwować rzeczywistość – jako wielka władczyni widziała i słyszała dosłownie wszystko 🙂

 

Mogą także Ci się spodobać