Dlaczego van Gogh stracił ucho? Intryga, którą musisz poznać

 

Vincent van Gogh, Autoportret z zabandażowanym uchem, 1889

 

Jeden z popularniejszych autoportretów van Gogha, to ten, na którym malarz sportretował się z zabandażowanym uchem. Wszyscy bardzo dobrze kojarzymy ten obraz a informacja o utracie ucha przeszła już do prządku dziennego, warto jednak zadać pytanie, jak to się właściwie stało? Sam sobie uciął? Ktoś mu ciachnął?

Jest grudzień 1888 roku. Van Gogh mieszka wraz z Paulem Gauguinem w wynajętym pawilonie w Arles, na południu Francji. Wspólne dzielenie domu niestety nie służy artystom, a niepozmywane naczynia i różnice w postrzeganiu sztuki sprawiają, że panowie kłócą się coraz częściej. Van Gogh w tym duecie jest o wiele większym nerwusem – dwa dni przed wigilią, w miejscowej kawiarni, w przypływie emocji i promili rzuca kieliszek absyntu w twarz Gauguina. Ten, jak przystało na prawdziwego przyjaciela postanawia zaprowadzić podpitego awanturnika do domu, sam jednak, zaczynając się obawiać o swój tyłek, wyprowadza się do hotelu i  postanawia wyjechać z Francji. Na drugi dzień unika van Gogha, ten jednak śledzi go wieczorem w parku, niczym obsesyjny morderca. Czujny Gauguin zauważa jednak kolegę, który spłoszony ucieka, jeszcze tego samego dnia pozbawiając się swojego lewego ucha (często spotkacie się z informacją, że stracił prawe, trzeba jednak pamiętać, że autoportrety malowane były do lustra). Wiecie co się później robi z taką uciętą małżowiną? Otóż, zawija się ją w papier i zanosi znajomej prostytutce, Gaby (inne źródła wymieniają też imię Rachel), jako gwiazdkowy prezent „od siebie”. Niestety, dziewczyna, zapewne pod wpływem zachwytu mdleje a do domu publicznego zostaje wezwana policja. Umundurowani panowie odwiedzają zakrwawionego van Gogha na drugi dzień rano, malarz opowiada im o miłym prezencie i na dwa tygodnie trafia do szpitala, gdzie szybko powraca do formy, także tej malarskiej, która owocuje w całą serię autoportretów z zabandażowanych uchem. 

 Ta szalona, ale biorąc pod uwagę temperament i chorobę malarza, całkiem prawdopodobna wersja wydarzeń nie satysfakcjonowała jednak dwóch niemieckich historyków sztuki. Przez prawie 10 lat badali skrupulatnie policyjne dokumenty w tej sprawie i na ich podstawie postawili wyjątkową tezę. Zdaniem Hansa Kaufmanna i Rity Wildegans, van Gogh stracił ucho w potyczce właśnie z Gauguinem. Miało się to wydarzyć w momencie, kiedy Gauguin, ze wszystkimi tobołami i szpadą (był doskonałym szermierzem) zmierzał przez park, cały czas śledzony przez van Gogha. Panowie mieli się wtedy ostro pokłócić a rozwścieczony Gaugin, niczym Tajson  albo św. Piotr rzucił się na malarza i odciął mu ucho. Następnie, kiedy zarówno emocje jak i ucho opadło, przyjaciele zdecydowali zachować wszystko dla siebie i wspólnie uzgodnili oficjalną, opisaną wcześniej wersję wydarzeń. Intrygujące jest ostatnie udokumentowane zdanie, które van Gogh wypowiedział do przyjaciela, brzmiące: „Jeśli ty będziesz cicho, ja też.” Badacze natrafili także na szkic ucha, który został przez van Gogha podpisany „Ictus”, co w sztuce walki szablą oznacza uderzenie. 

Zdecydowanie przekonuje mnie wersja z Gauguinem, która wydaje się być poważną przestrogą dla wszystkich, dzielących mieszkanie ze współlokatorami. Uważajcie, czasami można stracić coś więcej, niż tylko masło orzechowe. No chyba, że weźmiemy pod uwagę trzecią wersję wydarzeń:

 

 

Mogą także Ci się spodobać