Balthus: Miłośnik dawnych mistrzów i małych dziewczynek

Balthus, Śpiąca Therese, 1938 

 

Balthus, a właściwie Balthazar Klossowski de Rola, urodził się w 1908 roku w Paryżu, w rodzinie pochodzenia polskiego. Wychowany w środowisku artystycznym, dorasta w otoczeniu największych sław, uznawanych obecnie za ikony w dziejach sztuki. To tak, jakby przyjacielem Waszej rodziny byli malarze Henri Matisse, Maurice Denis czy poeta Rainer Maria Rilke. Brzmi nieźle, prawda? 

 

 
Wychowywany przez największych, młody Balthus już od początku wykazuje wyjątkowe zdolności plastyczne. Pracami chłopca zachwyca się m.in. Pierre Bonnard, który z czarującą skromnością mówi o nich: „Nie znam się na malarstwie, ale uważam, że to jest piękne i nadzwyczajne”. Chociaż malarz nie szkoli się na żadnej z uczelni, szlifuje swój warsztat poprzez kopiowanie wielkich mistrzów oraz bezcenne rady swoich przyjaciół, m.in. Maurice Denisa, czy wspomnianego Bonnarda. To właśnie takiej szkole zawdzięczać będzie swoją wielką sławę oraz znakomite prace. Nie będą to jednak awangardowe rozwiązania, zgodne z XX-wiecznymi tendencjami, a klasyczne malarstwo przedstawieniowe, któremu Balthus będzie wierny aż do końca swojego życia, czyli do 2001 roku. 
 
Balthus z kotem, 1999, fot. Martine Franck
 
Balthus i młode dziewczynki

Kiedy zobaczyłam obrazy Balthusa po raz pierwszy, czułam się jak w hipnozie. Był to stan sparaliżowania, w którym, totalnie oczarowana,  nie mogłam oderwać oczu od obrazu, chociaż sama nie wiedziałam, czy to, co widzę, jest tylko niewinnym przedstawieniem młodej dziewczyny, czy może dwuznacznym, erotycznym portretem wzbudzającym pewien moralny niepokój. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „Balthus” i przeglądnięciu chociażby pierwszej strony, nie miałam już żadnych wątpliwości: ten facet lubi małe dziewczynki. 
 
Balthus, Piękne dni, 1944-46
 
Kontrowersyjna sprawa, pomyślałam sobie, kontrowersyjna, ale jednocześnie intrygująca, w końcu obrazy, choć sprawiające wrażenie dwuznacznych, odznaczają się niezwykłą formą wykonania. Ich rewelacyjna, wręcz klasyczna technika, momentalnie nasunęła mi skojarzenia z pracami akademistów i mistrzów dawnego malarstwa. Czy rzeczywiście namalowano to tylko po to, aby wzbudzić kontrowersje, bazując na najniższych motywach, jak chociażby pornografii dziecięcej? Czy kryje się w tym jakiś głębszy sens?
 
Klasyk na granicy przyzwoitości
 
Przed oskarżeniem malarza, postanowiłam go poznać, wertując albumy o jego malarstwie i starając się  wybrać w podróż do świata jego młodych bohaterów. Sceny, które przedstawia, na pierwszy rzut oka emanują spokojem i sennością, zwłaszcza, że dziewczynki z obrazów śpią, odpoczywają w pełni zrelaksowane na kanapach, albo zwyczajnie się nudzą. Technicznie, obrazy zdradzającą wielkie umiłowanie do klasyki malarstwa, przywodząc na myśl odpoczywające boginie, lub kobiety wprost wyjęte z renesansowych i akademickich płócien. 
 
Skłamałabym jednak, przekonując was, że jest to zawsze niewinny widok, zwłaszcza, jeśli z pomiędzy swobodnie rozłożonych nóg wyłania się skrawek bielizny, bądź, kiedy przedstawione dziewczyny zupełnie pozbawione są odzieży. Niewinność przeplata się tu z pewną nieśmiałą, ale jednak widoczną perwersją, a niedojrzałość niczym kwiat, kwitnie w stronę budzącej się seksualności. 
 
Balthus, Pokój, 1952-54
Po przeglądnięciu kilkudziesięciu prac zdałam sobie sprawę, że Balthus się ze mną, jako odbiorcą, bawi. Serwuje mi dwuznaczne, na pozór niewinne pozy i sprawdza czy złapie się na jego prowokacje, stara się ocenić, jak bardzo jestem zepsuta, widząc w tym wszystkim erotyczne i niemoralne sceny. A ja? Oglądam i daje się złapać, czując się jednocześnie zawstydzona i zaciekawiona, patrząc i tęskniąc za tym niezwykłym spokojem i beztroską młodzieńczych lat, emanującą prawie z każdego płótna. 
 
Baltuhs, Therese na ławce, 1939
 
 
Dojrzałe ciało powiedziało już wszystko
 
„Dla mnie erotyzm jest czymś sublimującym, unoszącym ku kontemplacji, ku nieśmiertelności, czymś co odrywa ludzką duszę.” – mówił o swojej sztuce sam Balthus. Doskonale zdawał sobie sprawę, że oskarża się go o tworzenie prac na granicy przyzwoitości, a czasami nawet o pedofilię. Wiedział to i bardzo konsekwentnie miał gdzieś, podkreślając, że jest w tym wszystkim coś ważniejszego niż erotyzm – witalność i niezwykła siła, emanująca z młodych i zdrowych dziewczyn. Te wspaniałe cechy zarezerwowane są wg malarza jedynie dla ciała, które dojrzewa. „Kobiece, dorosłe kształty powiedziały już dosłownie wszystko, nie kryje się w nich nic tajemniczego”. 
 
Balthus, Therese, 1938
 
Mistrz czy tani prowokator?

Z kontrowersyjnej sztuki wyciąga się na ogół dość odmienne, różnorodne wnioski, zwłaszcza, że to, co niektórych może szokować, we mnie, w przypadku Balthusa, budzi ogromne uznanie i fascynację, której nawet nie mam zamiaru ukrywać. W jego obrazach znalazłam to, co w malarstwie zawsze mnie wyjątkowo urzeka, mianowicie odczucie czegoś nieoczywistego, pewien niewypowiedziany margines tajemnicy, który intryguje i sprawia, że nie można oderwać  oczu od prac. Trudno zaprzeczyć, że na efekt ten ogromny wpływ mają nieletnie bohaterki  – tylko młodość i wiążąca się z nią dwuznaczność, niesie ze sobą tak wielki, zmysłowy urok. 
Balthus, Cierpliwość, 1943
Balthus, Alice, 1933

 

 

Mogą także Ci się spodobać