Co tam masz? Gówno. O najdroższych ekskrementach w sztuce

 

Piero Manzoni, Merda d’artista, 1961

 

Myślę, że wielu z Was zna, przynajmniej z widzenia dzieło dadaisty Marcela Duchampa zwane „Fontanna”. Artysta mianem tym określił wolno stojący pisuar, co wpisało się w jego specyficzną metodę tworzenia dzieł sztuki na zasadzie „ready mades”, a więc wykorzystywania w tym celu przedmiotów gotowych. O tym dlaczego kawałek ceramicznej toalety nazywa się obecnie sztuką i jakie cele przyświecały artyście przy tej kontrowersyjnej realizacji niebawem Wam opowiem, chciałabym jednak dzisiaj, trochę na serio a trochę na żarty, wspomnieć o innym „dziele sztuki”, które wpisuje się mocno w tematykę toalety, a dokładniej wydalania. 
 
Marcel Duchamp, Fontanna, 1917

 

Merda d’artista (gówno artysty)

 
Włoski artysta Piero Manzoni (1933-1963) tworzył w nurcie tzw. sztuki konceptualnej, a więc takiej, która, tłumacząc w dużym uproszczeniu, w większej mierze skupiała się na procesie twórczym i idei, a nie, jak bywa na ogół, na efekcie w postaci określonego namacalnego dzieła. Prace artysty budzące nieraz bardzo duże kontrowersje, wg archiwalnych wspomnien nie spodobały się także jego ojcu, który pewnego razu miał rzec do syna: 
 
 
Twoja praca to gówno. 
 

Ach tak, pomyślał zapewne Piero Manzoni, gówno powiadasz, no więc skoro tak bardzo chcesz, to ja Ci gówno mogę dopiero zrobić. No i jak zapowiedział, tak uczynił, na dodatek bardzo dosłownie, ponieważ postanowił do 90 niewelkich aluminiowych puszek włożyć swoje, jak sam zapewniał, świeże odchody. Zapuszkowane, otrzymały bardzo czytelną etykietę, niczym spożywczy produkt, informująca w kilku językach:



Gówno artysty

 

zawartość netto 30 g
zachowane w stanie świeżości

 

wyprodukowano i zakonserwowano w maju 1961 
 
 
 
 
Czy to kupa, czy to tynk

Z biegiem czasu to, co stworzył Manzoni zaczęto brać pod wątpliwość, zwłaszcza jeśli chodzi o zawartość jego kontrowersyjnych puszek. Jeden z współpracowników artysty w wywiadzie stwierdził na przykład, że do środka trafiła nie kupa, ale tynk. Teorię tą podważyła jednak dziewczyna Manzoniego, która wyrażała pewność, że w puszkach znajdują się prawdziwe odchody, szczególnie, że sama pomagała je produkować. Za wersją oryginalności obstawał także marszand z Blue Gallery w Mediolanie, który twierdził, że prezentowanym eksponatom towarzyszył wyraźny zapach kału (akurat to świadectwo wyraźnie mnie zasmuca, bo jeśli rzeczywiście puszki były nieszczelne to o świeżości kupy można tylko pomarzyć). 

Piero Manzoni, Merda d’artista, 1961



Gówno na wagę złota

Manzoni wyszedł z założenia, że wszystko to, co wychodzi z artysty, także w sposób bardzo dosłowny, nabiera ogromnej wartości, dlatego postanowił sprzedawać swoje puszki za cenę ich wagi w złocie (a więc wówczas była to wartość ok 37 dolarów). Okazuje się, że z gównem jest jednak jak z winem – im jest starsze tym droższe, co potwierdzają współczesne ceny, z których najwyższa sięgnęła w 2012 roku 161 tysięcy dolarów. Wg jednej z bardzo popularnych, szczególnie w latach 60. wersji, wszyscy Ci, którzy zakupili puszkę mogli w późniejszym czasie liczyć na dodatkowe atrakcje, coś na zasadzie eksplozji sztuki, ponieważ jedna z pogłosek informowała o rzekomym przeciekaniu i wybuchu zawartości na zewnątrz. Wszystkie te spekulacje związane z domniemanymi wybuchami i ulatniającym się zapachem wydają się być jednak zupełnie niepotwierdzone. 


Artystyczne trollowanie 

Jak nie trudno się domyślić, dzieło Manzoniego zainaugurowało bardzo gorącą i zażyłą dyskusję, trwającą praktycznie do dnia dzisiejszego, starającą się ustalić pewne umowne granice sztuki  i dobrego smaku. Co ciekawe, chociaż w świecie sztuki pojawiło się mnóstwo głosów krytycznych, zarzucających Manzoniemu nadużywanie pojęcia „dzieła sztuki”, myśl o prawdziwej zawartości nieustannie intrygowała i nie dawała co poniektórym zmrużyć oka. W 1993 roku francuski artysta Bernard Bazile postanowił rozwikłać tę gównianą zagadkę i w formie prowokacji artystycznej otworzył puszkę Manzoniego. Niestety, zarówno oczom artysty jak i obecnym obserwatorom we wnętrzu ukazało wypełnienie z waty i kolejna, mniejsza puszka. Gówniana matrioszka w wydaniu włoskiego artysty nadal owiana jest więc tajemnicą, która, kto wie, być może już nigdy nie zostanie rozwikłana. Aż chciałoby się powiedzieć „co za shit”. 


B. Bazile i jego puszka otwierana w ramach akcji Boite ouverte de Piero Manzoni




Mogą także Ci się spodobać