‚Czary góralskie’, czyli o wierzeniach i zabobonach ludowych, które żyją wśród nas do dzisiaj

Zofia Stryjeńska, „Przy watrze góralskiej”, lata 20. XX w. 
Gdy byłam dużo młodsza, sporo czasu spędzałam z kuzynką, która zawsze dbała o moją wiedzę w zakresie ludowych przesądów i słowiańskich wierzeń (bo przecież nie chodziło o to żeby mnie przestraszyć, prawda?)  i przy każdej możliwej okazji raczyła mnie  opowieściami o topielcach i mamunach. Sceneria do naszych rozmów była zawsze doskonała, ponieważ brała mnie nad wodę (mój dom rodzinny leży nad rzeką), pod jakąś uroczą stodołę w okolicy, bądź na wycieczkę do lasu. To były dla mnie tak miłe i przyjemne opowieści, że pamiętam je aż do teraz, do tego stopnia, że samo słowo „mamuna” sprawia, że momentalnie oblewam się zimnym potem a na mojej skórze pojawia się gęsia skórka. Z ekscytacji, nie ze strachu, wiadomo.
 
 
Wierzenia ludowe? Zabobony? Przesądy? Na pewno większość z Was powie, że nie wierzy i nie praktykuje, bo to tylko taka gadanina, ludowe głupoty, nic racjonalnego. Ale wiele się zmienia, gdy na drodze spotykamy często mamy z dziećmi, które przy wózku zaplatają czerwoną wstążeczkę, słyszymy zdanie, że jak się ciężarnej czegoś odmawia, to na pewno myszy dorwą się za karę do dobytku, a resztki z wypitego kieliszka z wódką należy zawsze strzepywać na ziemię (przynajmniej tu, w Beskidzie Sądeckim). To i mnóstwo innych przykładów pokazuje, że wiele z tego, w co wierzyli nasi przodkowie nadal funkcjonuje w naszych czasach, chociaż często w mocno okrojonej formie. Współcześnie, niektórzy traktują przesądy jako pozbawiony głębszego znaczenia zwyczaj, dla innych różne stwierdzenia i powiedzenia to forma żartu, ale jeszcze inna grupa będzie uznawać takie gesty za śmiertelnie poważny sposób na zapewnienie sobie bezpieczniejszego życia. 
 
Vlastimil Hoffman, „Madonna z Dzieciątkiem i św. Janem”, 1909
To ostatnie nie należało niegdyś do zadań łatwych, o czym przekonałam się dzięki pasjonującej lekturze „Czarów góralskich”. Czytając książkę zdałam sobie sprawę, że istniało niegdyś tyle wskazań co do bezpiecznego bytowania, że sama próba ich przestrzegania mogła skończyć się po prostu tragicznie. Pomyślcie tylko: wstajecie rano, ale określoną nogą, jednym możecie spoglądać w oczy a innym kategorycznie nie, jak macie okres to prawie nic wam nie wolno, jak jesteście w ciąży to jest jeszcze gorzej, bo musicie dbać także o dziecko, w zimie musicie robić coś tam, w lecie coś tam, na wiosnę coś tam, w dzień coś tam, w nocy coś tam, a w pełnię i w czasie wichury również coś tam. 
 
wyd. Tatrzański Park Narodowy, Zakopane, 2014

I dziś właśnie o tym „coś tam”, pragnę Wam napisać, ponieważ książka „Czary góralskie” wywarła na mnie ogromne wrażenie i sprawiła, że na wiele gestów i czynności, także tych, które sama wykonuję, już nigdy nie popatrzę tak jak kiedyś. „Czary góralskie” to leksykon oparty na badaniach dwóch świetnych etnografek, które postanowiły uporządkować najpopularniejsze hasła związane z życiem ludowym mieszkańców Podtatrza i Beskidów Zachodnich. Jak  twierdzą autorki, większość zapisanych opowieści i wskazówek dotyczy czasów minionych, jednak część z nich wydaje się być w niektórych regionach wciąż żywa. 
 
 
 
CZARY GÓRALSKIE
 
Ludowa magia i tytułowe „czary”, choć brzmią obecnie dość niepoważnie, były niczym innym jak metodą na uporządkowanie, zrozumienie i oswojenie sobie ówczesnej rzeczywistości. Wszystkie gesty, zaklęcia czy rytuały pełniły bardzo ważną funkcję ochronną, miały również za zadanie zapewnienie lepszego życia, i, co również istotne, pomagały w wymierzaniu sprawiedliwości czy też w czynieniu innym krzywdy i złośliwości. Czy brzmi to abstrakcyjnie? Patrząc na metody – na pewno, ale jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie motywację do tych działań, to w zasadzie stwierdzimy, że pod tym względem tak naprawdę nic się obecnie nie zmieniło – nadal pragniemy, aby żyło nam się lepiej i jesteśmy w stanie uczynić niemal wszystko, żeby właśnie tak było. 
 
Władysław Skoczylas, „Pejzaż podhalański”, 1924

alkohol
 
Kto pił choć raz wódkę w Małopolsce, a dokładnie w górach, ten wie, że resztki trunku znajdujące się w kieliszku należy koniecznie strzepnąć na ziemię. Ja wódki nie piję od lat w ogóle, a dawniej też nie zdarzało mi się to często, dlatego bywało, że po wypiciu pod prostu odkładałam kieliszek. Niewyrobienie sobie tego nawyku zawsze wiązało się z ochrzanem, że tak się nie robi, nie wolno i to nie przystoi. Żałuję, że nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby zapytać czemu to służy, chociaż stawiam flaszkę, że nawet gdyby takie pytanie padło, to raczej nie usłyszałabym tego, o czym wyczytałam w książce. Wylewanie resztek na ziemię miało niegdyś znaczenie magiczne i stanowiło ofiarę dla zmarłych duchów przebywających w zaświatach. Kiedy to wiem, to aż mi głupio, że wcześniej zdarzało mi się z nimi tym alkoholem nie podzielić.
 
brama weselna 
 
Któż nie słyszał o robieniu weselnej bramy? To taki miły i często zabawny zwyczaj, dzięki któremu można szybko zarobić flaszkę i dostać trochę ciasta. Niegdyś jednak brama weselna miała zapewnić młodemu małżeństwu dostatek i płodność. W tym celu ubierano kwiatami i roślinami długi drewniany kij (w formie szlabanu) i zagradzano nim drogę jadącej w stronę kościoła młodej parze. W sądeckim skansenie (i w wielu górskich wsiach) wciąż żywe są przebieranki, w czasie których odgrywa się zabawne scenki małżeńskie i angażuje w nie państwa młodych. Teraz przebierają się panie i panowie, dawniej brama była zarezerwowana jedynie dla mężczyzn, wśród których jeden przebrany był za kobietę z dzieckiem na rękach. 
 
Jerzy Kossak, „Wesele góralskie”, 1950
 
ciąża
 
Być może wiele z Was słyszało kiedyś powiedzenie, że kobiecie ciężarnej się nie odmawia, bo to przyniesie nieszczęście, lub, bardziej precyzyjnie, wszytko zjedzą nam myszy. Takie wierzenie żywe było kiedyś na terenie Zagórzan, chociaż ja, jako sądeczanka, również doskonale znam ten tekst, co pokazuje, że funkcjonuje on nadal na większych obszarach. Generalnie, kobietę w ciąży obowiązywał cały szereg zakazów chroniących zarówno ją i jak i dziecko, zwłaszcza przed brzydotą. Kategorycznie zabronione więc było patrzenie na brzydkie rzeczy i brzydkich ludzi, ponieważ mogłoby to spowodować tzw zapatrzenie skutkujące upodobnieniem się dziecka. Kiedy ciężarna się czegoś przestraszyła (np. myszy), nie mogła się złapać za brzuch, ponieważ w tym miejscu na ciele dziecka pojawiłoby się znamię, tzw. myszka. Już wiecie skąd się wzięło to określenie? No to idziemy dalej. Nie wolno było ciężarnej patrzeć na zmarłego, gdyż cera jej dziecka byłaby wtedy trupio blada. Na zwierzęta też nie wolno było długo spoglądać, gdyż poskutkowałoby to wzmożonym owłosieniem na całym ciele potomka. Hitem jak dla mnie jest jednak wierzenie, że kobieta w ciąży nie powinna ściągać swojemu mężowi butów, gdyż ich dziecko będzie miało nieświeży oddech. Przyznaję, że akurat to zalecenie bardzo mi się podoba – rzeczywiście, niech sobie te cholewiaki i kierpce ściąga sam.
Władysław Skoczylas, „Pochód zbójników”, 1919-1920
 
dziecko 
 
O dziecko należało dbać w ciąży, ale też po jego urodzeniu, zwłaszcza, że wścibskie spojrzenia sąsiadów miały silną moc rzucania różnych uroków. Czy nie brzmi Wam to znajomo? Ja wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że ktoś niesie ze sobą negatywną aurę i potrafi sprawić, że np. kwiatki zwiędną a ciasto w piekarniku przestanie rosnąć. Aby złe emocje nie przeszły na dziecko, przy kołysce i łóżeczku należało przywiązać czerwoną wstążeczkę albo sznurek, który skutecznie odganiał złe moce. Tyczyło się do głównie czarownic i mamun, a więc tych, które zaprzątały moją dziecięcą wyobraźnię. Mamuna była kojarzona najczęściej jako stara, brzydka kobieta, która atakowała kobiety w ciąży i podmieniała zdrowe niemowlęta na chore i brzydkie, które sama urodziła. Niemowląt nie należało chwalić, ani przechodzić nad nimi podczas raczkowania, bo mogło to zahamować ich rozwój. Nieochrzczone dusze zamordowanych i przedwcześnie zmarłych dzieci mogły pojawiać się wśród śmiertelników jako tzw. ogniki (światełka, ogienki), czyli światełka wędrujące na bagnach i łąkach. Duchy te wodziły swoje ofiary po bezdrożach i wyprowadzały je na manowce. Około 3 lat temu rozmawiałam z mężczyzną, który twierdził, że zagapił się na światełko podczas powrotu do domu i chociaż miał do pokonania jakieś 500 metrów, wrócił do domu po 4 godzinach. Twierdził, że owszem, był troszkę pijany, ale nigdy mu się takie coś ni przydarzyło. Zapewne dlatego, że nigdy nie zawiesił na skrolowaniu facebooka 🙂 
 
gromnica
 
Woskowa świeca pokaźnych rozmiarów była zapalana w kościele podczas różnych świat i uroczystości. Poświęcona w dniu 2 lutego w święto Matki Bożej Gromnicznej, służyła głównie jako ochrona przed gradobiciem i piorunami (moja babcia jeszcze niedawno układała ją na oknie w czasie burzy). Już niebawem Andrzejki i związane z nimi wróżby, które czyniono właśnie z wosku lanego z gromnicy. Lany na wodę w nocy 29 listopada (a więc w wigilię święta) służył do przepowiadania przyszłości, zamążpójścia, urodzaju, pogody i zdrowia. Wosk z gromnicy, który zeskrobano z kościelnej posadzki nabierał magicznej mocy, którą wykorzystywano przy leczeniu zwierząt i odczynianiu uroków. 
Władysław Skoczylas, „Taniec”, drzeworyt, 1921 
 
kołtun
 
Gdy przez wiele miesięcy nie będziemy poprawnie dbać o higienę głowy, nie umyjemy tłustych od łoju włosów i nie rozczeszemy ich dokładnie, to pewne będzie, że spotka nas takie samo nieszczęście jak naszych przodków – na głowie pojawi się tzw. kołtun polski (Plica neurophatica, gwoździec, plika) a więc dolegliwość, która jeszcze w XIX wieku uważana była za jedną z najcięższych. Wierzono powszechnie, że kołtun był przyczyną wielu chorób a równocześnie ich objawem. Absurdalnie, nie można go było po prostu ściąć, gdyż to spowodowałoby ślepotę, utratę słuchu, a nawet śmierć. Wśród Zagórzan najbardziej znanym znachorem leczącym kołtuny był baca Bulanda, o którym Justyna z „With Love” napisała wspaniały tekst. 
 
oczy

 

Spojrzenie to niewątpliwie wielki dar, ponieważ potrafi drugą osobę zarówno oczarować jak i zaczarować, także w ten negatywny sposób. Często słyszy się stwierdzenie, że ktoś ma spojrzenie, które przeszywa, jest niemiłe, złowrogie czy powoduje jakieś dolegliwości (od sąsiadów słyszałam nieraz, że spojrzenie niektórych wywołuje bardzo silny i uciążliwy ból głowy). Z racji, że tzw. złe oczy można posiadać i o tym nie wiedzieć, warto przemyć je trzykrotnie w chrzcielnicy w Wielki Piątek, tak, aby innych już nieświadomie nie krzywdzić. 
 
wiatr 
 

Gdy wieje silny wiatr, zwłaszcza halny, do tej pory mówi się, że to czas dla samobójców. Niegdyś uważano, że gwałtowny wicher zrywa się w momencie śmierci czarownika lub czarownicy. Wierzono też, że silny wiatr to efekt tańca diabłów oraz że ostre podmuchy wiatru wróżą nieszczęście i choroby. W takiej niesprzyjającej aurze należało wychodzić z domu z różańcem w kieszeni i splunąć trzykrotnie szepcąc pacierz lub wymawiając nazwę białego ziela, czyli czosnku.

Mogłabym tak dla Was pisać i pisać, ale musiałabym przepisać w zasadzie całą książkę. Wierzę jednak, że ta próbka powyżej zdecydowanie wystarczy, aby zachęcić Was do tej pasjonującej lektury. Ciekawi mnie bardzo, czy któryś z tych przesądów, o których dziś wspomniałam jest dla Was znany? Napiszcie jak to u Was wygląda, koniecznie uwzględniając region z którego pochodzicie!

 

Mogą także Ci się spodobać