Przedwiośnie. Wszystkie smutki o których nie zapomniałam

 Otworzyłam dziś okno i poczułam powiew ciepłego, świeżego powietrza. Z daleka dobiegł mnie nieśmiały śpiew ptaków, który zawsze zwiastuje rychłe nadejście wiosny. Usiadłam przed komputerem w kuchni, bo tu ostatnio siedzi i myśli mi się najlepiej, zwłaszcza, że przez południowe okna wpada tu najwięcej słońca. Idealna sceneria i moment, żeby poczuć się źle. 

 

Przedwiośnie boli mnie zawsze najbardziej, ściska bezlitośnie za gardło prawie za każdym razem, gdy tylko poczuję na skórze, że to już, że niebawem zrobi się ciepło, a zima postanowi na chwilę odpuścić. Ta nadzieja, która przychodzi wraz z ociepleniem dobitnie przypomina mi wszystkie te momenty, kiedy czekałam na wiosnę, jak na wybawicielkę wierząc, że wraz z nią w moim studenckim życiu coś się zmieni, a może nie coś, tylko wszystko. 



Ta nadzieja, że w swoim małym, śmiesznym nieszczęściu, o którym myślę teraz trochę z żalem i rozczuleniem, uda mi się zachłysnąć jakąś przelotną radością, zmianą, fascynacją. Przedwiośnie przypomina mi o samotności, która jeszcze kilka lat temu zdawała się nie odstępować mnie na krok, chociaż wydawać by się mogło, że w dynamicznym studenckim i towarzyskim życiu nie ma na nią miejsca. 



Powiew świeżego powietrza sprawia, że powracam w myślach właśnie do czasów studiów, czasów, w których moim życiem władało ciągłe poczucie, że gdzieś w głębi nic nie jest na swoim miejscu i wszystko trzyma się na jakimś prowizorycznym rusztowaniu, złożonym z pozorów i płytkich, jak się później okazało, uśmiechów serwowanych w towarzystwie piwa i ówczesnych znajomych. Dopiero teraz, z perspektywy czasu widzę, jak bardzo byłam wtedy niekompletna.


Szkoda mi siebie, gdy tak patrzę wstecz, na te wszystkie rozterki i smutki, z którym zasypiałam i które bombardowały mnie gdy tylko  rankiem otworzyłam oczy. To nie był stan permanentny, raczej sinusoida, ciągłe wahania, które starałam się okiełznać z lepszym i gorszym skutkiem. Wtedy wydawało mi się, że radzę sobie całkiem nieźle. Wtedy, bo teraz jest mi siebie bardzo żal. 


Na szczęście, poza chwilowym przypływem nostalgii i zadumy nad budzącym się z letargu światem, nie ma już w moim życiu tego poczucia wybrakowania – wręcz przeciwnie, puzzle poukładały się w dobry i krzepiący serce obraz, w odbicie w lustrze, przed którym już nie uciekam, choć coraz częściej sprawdzam stan zmarszczek i siwych włosów.

I tylko przedwiośnie, przedwiośnie namawia mnie skutecznie, aby na moment znowu poczuć się źle.

Mogą także Ci się spodobać