Fotografia pośmiertna, czyli o utrwalaniu wizerunków zmarłych cz.1

 

Fotografia post mortem, źródło:
Z racji, że postanowiłam dziś pochylić się nad trumnami i tematyką fotografowania zmarłych, od razu wpadł mi do głowy suchar:
Czego na pewno nie powie fotograf do swojego umarłego klienta?
-A teraz proszę się chwileczkę nie ruszać.

 

 
No i tak. Może właśnie przez ten skrzywiony humor śniło mi się dziś, że fotografowałam starszego pana, który siedział sobie na krześle. Podeszłam do niego, żeby go poprawić i okazało się wtedy, że był martwy. Ot, noc jak każda inna. Sen trochę pokręcony, ale w zasadzie bardzo realistyczny, bo warto wiedzieć, że od lat 40. XIX wieku, zwłaszcza w Anglii, fotografia pośmiertna była zupełnie normalną, nie dziwiącą nikogo, formą zachowywania pamięci o bliskich, którzy odeszli. 
 

Jeśli ktoś w tamtych czasach nie doczekał się zdjęcia za życia (zwłaszcza, że czekać trzeba było bardzo długo), to miał jeszcze szansę na fotkę już jako umarły. Na ogół nie były to jednak fotografie w trumnach. Zmarłych sadzano na krzesłach, ubranych elegancko i uczesanych, tak, aby sprawiali wrażenie zadowolonych i wiecznie żywych.

Obecnie, kiedy myślimy o zmarłym dziadku, którego sztywnego sadzamy w fotelu, wkładamy mu w dłoń melonik i fajkę w usta, a pod marynarką ustawiamy specjalny stojak, żeby się nam dziadek nie przewrócił, czujemy się co najmniej nieswojo, pamiętajmy jednak, że nasze czasy niewiele  mają wspólnego z „codziennością” śmierci. Niestety, koniec XIX wieku, chociażby we wspomnianej Anglii, to czas, kiedy ludzie chcąc nie chcąc musieli się do umierania bardzo przyzwyczaić, zwłaszcza, że bliscy odchodzili w tamtych czasach wręcz masowo. Natura, mówiąc kolokwialnie, robiła największy przesiew wśród małych dzieci, dlatego to właśnie im najczęściej poświęcano pośmiertne fotografie. W końcu fakt, że rodzice pragnęli pamiątki w postaci zdjęcia dziecka nikogo nie dziwi, bywało więc, że jedyne na jakie mogli sobie pozwolić, to własnie to pośmiertne. Ubierali więc je pięknie, łóżka ozdabiali kwiatami, a w małe rączki wkładali misia, bądź lalkę. Można by pomyśleć, że dziecko żyje i zaraz powróci do swojej niewinnej zabawy, niestety jego wyraz twarzy dawał zazwyczaj wyraźnie do zrozumienia, że taka sytuacja nigdy już nie nastąpi.

Również obecnie, zwłaszcza w małych miejscowościach i wsiach fotografuje się zmarłych w trumnach. To właśnie pozostałości po wiktoriańskim pośmiertnym „trendzie”. Sama pamiętam zmarłego wujka, któremu ktoś robił zdjęcia, a ja się wtedy, jako małe dziecko, bardzo oburzałam, zastanawiając się po co właściwie ludziom takie fotografie, skoro wujek umarł i nie wygląda jakoś najkorzystniej. Przyznaje, że nadal wydaje mi się to dziwne, w końcu od zdjęć w trumnie wolę przeglądać te zrobione za życia, rozumiem jednak doskonale myślenie wiktoriańskiego społeczeństwa, które chciało po prostu posiadać jakąkolwiek pamiątkę po swoich bliskich. Kto wie, może gdyby tak jak my, mieli dyski zapchane folderami z milionem fot, też darowaliby sobie te pośmiertne.

Fotografia pośmiertna, źródło www.hipernovas.org

 

Fotografia pro mortem, źródło: www.oddee.com 

 

Wertując fotografie post mortem natrafiłam na równie intrygujące hidden mothers, czyli portrety dzieci, na których matka zostaje zawsze przykryta chustą lub sporym kawałkiem materiału. Takie działanie miało załagodzić zachowanie małego dziecka, które często płacze, wierci się i nie jest w stanie siedzieć spokojnie przed obiektywem (zwłaszcza, że czas naświetlania trwał dość długo).  Przyznacie, ze efekt jest bardzo kripi.

 
Fotografia wiktoriańska, tzw hidden mothers, www.viralnova.com
 

 

Fotografia wiktoriańska, tzw hidden mothers, źródło: kultura.wp.pl 

W czasach wiktoriańskich, o których mowa, jak wiadomo nie było photoshopa, stwierdzam jednak, że i tak doskonale sobie radzili bez niego. Spójrzcie chociażby na to urocze zdjęcie. Przecież to wspaniałe zaczątki surrealizmu pomieszanego z humorem w iście angielskim stylu. 

 
 
Fotografia wiktoriańska, źródło: www.viralnova.com

 

Jeśli podobał wam się wpis możecie go śmiało udostępniać. Była to pierwsza część wpisu, związanego z utrwalaniem wizerunków zmarłych. W kolejnej przyglądniemy się zwyczajom polskim, a dokładniej portretom trumiennym. 
 
 
 

Mogą także Ci się spodobać