Dzieci w malarstwie. Kilka najbardziej urzekających obrazów

 

Peter Paul Rubens, Portret Clary Seleny, detal, 1618
Przeglądając niedawno obrazy przedstawiające dzieci złapałam się na tym, że co chwilę wzdycham i uśmiecham się sama do siebie, komentując pod nosem: „Ojej, jaki ładny chłopiec/dziewczynka”. Rzeczywiście, jest coś niezwykłego w przedstawieniach młodych twarzyczek, w większości nie skażonych jeszcze lękiem i ciężarem życia, odgrodzonych od rzeczywistości murem beztroski, za którą tak często przychodzi nam w swojej codzienności tęsknić. Także i krzywda, ukazana w za pośrednictwem dziecka mocno potęguj odbiór i przeżywanie danego obrazu. Dziś postanowiłam podzielić się z Wami subiektywnym wyborem kilku „dziecięcych” prac, które z różnych powodów są mi najbliższe i sprawiają, że uznaje je za ulubione. 

Diego Velazquez, „Małgorzata Infantka w różowej sukience”, 1654, 

Bardzo mnie rozczula portret tej małej dziewczynki. Upozowana zgodnie z ikonograficznymi i społecznymi wymaganiami dworskimi, stoi, jak gdyby zupełnie obojętna i nieobecna. Smutek bije z jej oczu i na bardzo długo zatrzymuje mój wzrok na jej twarzyczce. 
 
 

Peter Paul Rubens, „Chłopiec z ptaszkiem”, 1616

Grubasek Rubensa sprawia wrażenie, jakby miał zaraz zjeść tego małego latającego nieszczęśnika. Buzia chłopca przypomina moją małą siostrę, słodką i pulchną z wiecznymi wypiekami na puciatych policzkach. Rubens, jak widać, był miłośnikiem ciała nie tylko w przypadku dorosłych postaci 🙂

William Bougureau, „Dobroczynność”, 1850

Kompozycja ta, choć upozowana i namalowana w akademicki sposób wzbudza wielki i szczery smutek. Bieda, nawet w wydaniu tak estetycznym nadal potrafi skutecznie poszczypać mnie w oczy.

 

 

Józef Simmler, „Śmierć Barbary Radziwiłłówny”, 1860

Czy jest gorsza śmierć od tej, która młode osoby? Na obrazie Simmlera uderza zwłaszcza bladość zmarłej dziewczyny, odzianej w białą szatę, która potęguje odbiór tej przejmującej sceny. Śmierć już przyszła, zabrała całą witalność oraz ducha, pozostawiając obok cierpiącego w milczeniu męża.  Bardzo przejmująca scena.

Olga Boznańska, „Dziewczynka z Chryzantemami”, 1894

To jeden z nielicznych obrazów tej malarki, który szczerze lubię. Należę bowiem do tych, którzy za Boznańską mocno nie przepadają, choć, rzecz jasna, bardzo doceniam jej twórczość oraz bezsprzeczny talent. Urzekają mnie w obrazie szarości, przełamane bielą bukietu kwiatów. Obraz jest piękny, ponieważ tchnie smutkiem i ciszą, jest bardzo kameralny, spokojny. Duże i czarne jak dwa węgielki, oczy dziewczynki wpatrują się uporczywie w widza, hipnotyzując go. 

Tadeusz Makowski, „Dwoje dzieci z psem”, 1932

Dzieci bardzo wyraźnie zdominowały malarski świat Makowskiego. Uwielbiam małych bohaterów jego prac, którzy, choć wystrugani często niczym kukiełki w drewnie, posiadają niezwykle bogate życie wewnętrzne. Uproszczony sposób przedstawiania postaci kontrastuje z ich odbiorem, wzbudzającym zawsze wiele emocji. Makowski wzrusza i zmusza do zatrzymania się, co przy każdej możliwej okazji, robię ze łzami w oczach. 

Pablo Picasso, „Macierzyństwo”, 1905
 
Obok pracy Stanisława Wyspiańskiego o tym samym tytule, dzieło Picassa jest moim ulubionym. Uwielbiam rysy kobiety, która z wielką czułością pochyla się nad swoim malutkim dzieciątkiem. Picasso uwiecznił tu intymny moment karmienia i zrobił to w niezwykle piękny i ciepły sposób. 
 

Stanisław Wyspiański, „Śpiący Staś”, 1904

Wyspiański jak nikt inny potrafił obdarować dziecięce wizerunki spokojem i delikatnością. Jego syn, Staś został tu uwieczniony podczas snu, który ogarnął go, kiedy siedział przy stole. Dziecko, niewinne i szczęśliwe ubrane jest w żywą, czerwoną sukienkę, która dynamizuje i ożywia kompozycję.

 

Tworząc to zestawienie przypomniałam sobie w tym miejscu o mojej dobrej znajomej, Monice Malinowskiej, która również bardzo ciekawie portretuje m.in. małe dzieci.

Monika Malinowska, Śniąc w błękicie, 2011, źródło: www.malinowska.pl


Uważam, że dzieci w kategorii portretowej wypadają zawsze wyjątkowo dobrze. Jest w nich coś, czego my dorośli już niestety nie posiadamy, pewna szczerość i beztroska, która sprawia, że dany wizerunek emanuje blaskiem i spokojem. Przeglądając mnogość  usług portretowych w sieci stwierdzam, że naprawdę ciężko znaleźć kogoś, kto będzie w stanie wykonać to naprawdę dobrze, tym bardziej Monikę oraz jej Pracownię portretową polecić mogę z czystym sercem każdemu.

Monika Malinowska, Hania z kotem, 2011, źródło: www.malinowska.pl


A wy, macie swoje ulubione dzieci w malarstwie?






Mogą także Ci się spodobać