W objęciach ciszy. Malarstwo Vilhelma Hammershøi

„Kobieta we wnętrzu”, 1909

Dziś świat trochę mnie rozczarował i postanowiłam zrobić dla siebie coś dobrego, coś, co przyniesie ukojenie, przynajmniej na chwilę, na moment. Pomysłów nie miałam zbyt wiele, ale przypomniałam sobie o obrazie, który zobaczyłam wczoraj. Przedstawiał kobietę umieszczoną w głębi wnętrza, zwróconą tyłem do widza. Kobieta, wsparta o parapet, wyglądała przez okno, a wszystko to działo się w przyjemnym, ciepłym wnętrzu oświetlanym przez promienie słońca, wpadające przez znajdujące się po prawej stronie obrazu, kolejne okno. Wielki spokój ogarnął moje serce, kiedy zobaczyłam to dzieło. Dzisiaj do niego wróciłam i z ogromną ulgą stwierdzam, że obraz nadal działa i sprawia, że jest mi po prostu jakoś lepiej, lżej. 

 

„Sonnige stube”, 1904

 Vilhelm Hammershøi (1864-1916) to duński twórca, którego do wczoraj nie znałam i nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Na szczęście to już przeszłość: dziś rozsiadam się wygodnie w fotelu i przeglądam w sieci galerię jego prac, które mnie szczerze zachwycają, w zasadzie każda, bez wyjątku.

„Pyłki kurzu tańczące w słońcu”, 1900

 

„Wnętrze z kobietą tyłem”, 1904

Jest w tym malarstwie coś magicznego, jakaś niewidoczna siła, która hipnotyzuje i zmusza do wpatrywania się w płótno. Wszystko jest skąpane w łagodności subtelnych promieni słońca, które raz na jakiś czas ozdabiają szarość i biel pustych, obszernych ścian. Nikt nie krzyczy, nikt nie woła – panuje niczym niezmącona, niezwykle wymowna cisza.  

 

„Zachód słońca w salonie III”, ok. 1905 

Prace Vilhelma Hammershøi przywołują na myśl zwłaszcza obrazy Jana Vermeera, który stanowił dla artysty bardzo silne źródło inspiracji. U duńskiego malarza postaci także czytają, wyszywają i wypatrują przez okno, wszystko zostało jednak zakomponowane w zgodzie z biedermeierowską rzeczywistością malarza i charakteryzuje się skrajnym minimalizmem. 

Malarz do minimum redukuje liczbę detali, skupiając naszą uwagę na pustce, zmuszając do jej kontemplacji, do studiowania smugi światła, bądź faktury ścian, a więc rzeczy, na które normalnie raczej nie zwrócilibyśmy uwagi. Hammershøi pragnie pokazać wnętrza, które interpretować można jako osobiste pejzaże wewnętrzne, miejsca osobiste, intymne. 

 

„Kobieta we wnętrzu”, ok. 1905

Dziś jestem czarowana bijącą z prac łagodnością, która koi nerwy, uspokaja i pozwala powrócić myślom na właściwe tory. Jestem jednak ciekawa, czy Wy też odbierzecie te prace w podobny sposób, zdaje sobie bowiem sprawę, że obrazy te mogą zarówno fascynować, jak i niepokoić, szczególnie, że prawie z każdego szarego kąta wyłania się samotność. Dziś jest ona dla mnie wielkim ukojeniem, ale kto wie, być może jutro będzie uwierać i nieznośnie gnieść od środka. 

„Wnętrze z lustrem”, ok. 1907

 

„Siostra artysty, Anna”, 1885
„Wnętrze dziedzińca”, 1905

Mogą także Ci się spodobać