Ciekawe aplikacje mobilne związane ze sztuką

Źródło, za zgodą: https://www.facebook.com/museumofselfies/
W świecie miliona aplikacji, które szalenie ułatwiają nam codzienne życie, jest też wiele takich, które umożliwiają interesujący i łatwy dostęp do świata sztuki i kultury. I mnie się to bardzo podoba, bo chociaż wiadomo, że to tylko jedna z wielu możliwości obcowania ze sztuką, to jednak sądzę, że uzupełnienie swojego telefonu (i życiowych rytuałów ze smartfonem w ręce) o wirtualne zbiory z zakresu sztuki może podziałać jedynie na plus. Oczywiście, nie chodzi o to, aby zaprzestać wyprawy do muzeum i zamienić ją na zwiedzanie online, bo, jak wiadomo, kontaktu z dziełem oko w oko nic nie jest w stanie zastąpić, niemniej, aplikacje tego typu dla wielu będą doskonałym motorem do eksplorowania nowych rzeczy i zainspirują do ciekawych i twórczych działań. Zdobywanie nowej wiedzy, be względu na formę jej podania, jest czymś, co zawsze bardzo cieszy. 
 
Google Arts & Culture
(wszystkie nagłówki mają klikalny link)

 

Kiedy nie znałam jeszcze tej aplikacji, przyznaję, że z uporem maniaka odwiedzałam stronę tego projektu w sieci, aby móc z bliska zachwycać się dziełami sztuki w rozdzielczości tak imponującej, że mogłam z łatwością dostrzec fakturę płótna i śledzić pociągnięcia pędzla. Szaleństwo. 
 
 
W Arts & Culture można robić dosłownie wszystko: czytać, oglądać dzieła i muzealne kolekcje, zwiedzać wirtualnie, dowiadywać się nowości ze świata sztuki, eksplorować nieznane tematy, ale też dokształcać się w tych, które już trochę są nam znane. Wszystko jest tu usystematyzowane i podzielone na kategorie. Jest czytelnie, jasno i ciekawie. Zarówno zakres tematyczny jak i geograficzny jest tu bardzo obszerny – mamy tu szeroko pojętą sztukę (łącznie ze street-artem) niemal z całego świata. Cieszy także obecność polskich dzieł i instytucji, chociażby Muzeum Narodowego w Warszawie, które można sobie za pomocą aplikacji poznać i nabrać apetytu na wycieczkę do placówki (niestety, albo stety, wirtualnie nie jesteśmy w stanie zobaczyć wszystkiego). 
 
 
Ostatnio, wielką furorę w sieci zrobiła jedna z nowych funkcji aplikacji, mianowicie możliwość odnalezienia, za pomocą selfie, swojej podobizny w świecie malarstwa. Oficjalnie, funkcja ta nie działa w Polsce, ale można sobie z tym poradzić instalując na telefon aplikację VPN (ja mam dokładnie Turbo VPN) i łącząc się z USA. Po ponownym włączeniu apki Arts & Culture wszystko powinno już sprawnie działać. Tylko proszę, nie pytajcie dlaczego nie pochwaliłam się tutaj swoim sobowtórem malarskim… jakby to powiedzieć, ta aplikacja chyba nie zawsze wynajduje idealne skojarzenia 🙂
 
 
 


Aplikacja, którą zainstalowałam już jakiś czas temu, chyba jako pierwszą. Codziennie serwuje nam jeden przypisany do danego dnia obraz, który został bardzo ciekawy opisany, także pod kątem jego miejsca przechowywania i praw autorskich. W ten sposób poznałam naprawdę bardzo wiele nowych dzieł i artystów, o których wcześniej nie miałam pojęcia, a którzy zostali mi podani wręcz „na tacy”. Aplikacja umożliwia również wgląd w archiwum publikowanych wcześniej prac. W przypadku DailyArt cieszy zwłaszcza fakt, że jest to aplikacja stworzona przez polską ekipę, na której czele stoi Zuzanna Stańska, założycielka Moiseum – firmy, która dostarcza technologiczne rozwiązania na rynek sztuki. Z DailyArt związana jest także Justyna Krupińska, która zajmuje się również organizacją Dnia Wolnej Sztuki (tegoroczna edycja już 21 kwietnia). Przy okazji polecam Wam również związaną z aplikacją stronę Daily Art Daily , gdzie w języku angielskim możecie przeczytać wiele ciekawych tekstów o rozmaitej sztuce, również polskiej. Justyna zaprosiła mnie niedawno do opublikowania tam jakiegoś tekstu, dlatego, kto wie, może niebawem zobaczycie tam coś ode mnie. 

 
 
 
Można ustawić sobie na smartfonie jako tapetę jeden ulubiony obraz, ale można też pobrać Muzei, czyli apkę, która automatycznie zaserwuje nam codziennie nowe dzieło. Dla przykładu, dziś mam piękne drzewa, których nigdy wcześniej nie widziałam. Apka pobiera obrazy z bazy wikiart.org i cieszy fakt, że bardzo często są to dzieła nieoklepane, ciekawe, często naprawdę mało znane smaczki, a więc nie tylko „Noc Gwieździsta” van Gogha. Estetyczna tapeta i pretekst do poznania nowych twórców? Super!
 
 
 
 
 
Omawiam te aplikacje razem, ponieważ ich podstawową funkcją jest wyszukiwanie dzieł sztuki za pomocą telefonu – z fotografii lub skanu dzieła. Obie działają podobnie i mają niestety tę samą, bardzo niską ocenę 2,8 w sklepie Google Play. Aplikacje identyfikują obraz, który znajduje się w jej bazie danych i która, z wiadomych względów, jest dość ograniczona. Oczywiście najsłynniejsze prace można rozpoznać za ich pomocą bez problemu, niestety, w przypadku dzieł mniej znanych sprawa się poważnie komplikuje i np. polskiej sztuki obie aplikacje niestety nie zweryfikują. Osobiście, bardziej przypadła mi do gustu apka Smartify, ponieważ do identyfikacji pracy nie potrzeba zdjęcia, a jedynie kilkusekundowy skan obrazu (wykonany nie tylko na żywo, także z książki czy nawet strony internetowej). 
 
 
Strona wikiart.org, z której korzystam często, zwłaszcza, gdy szukam informacji na temat artystów, którzy zmarli bądź urodzili się danego dnia, posiada też swoją aplikację Art-droid. Z powodzeniem można traktować ją jako podręczną artystyczną bazę nazwisk i dzieł, które możemy wyszukać za pomocą rozmaitych kryteriów (np. nazwisko, narodowość, ruch artystyczny). W przeciwieństwie do innych apek, dzięki tej możemy także bezproblemowo pobrać interesujące nas zdjęcie. 
 
 
 
Warto wspomnieć również o apce związanej ściśle z polskimi zbiorami dzieł sztuki. O ile jednak wcześniej otrzymywaliśmy wiedzę z zakresu sztuki, o tyle ArSherlock został stworzony aby wspierać działania Wydziału Strat Wojennych, działającego przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Aplikacja ta oparta jest na bazie danych wspomnianego wydziału i pozwala, za pomocą telefonu i skanera, określić, czy dana praca nie jest przypadkiem zrabowana i poszukiwana przez oficjalne organy ścigania. Brzmi trochę jak zabawa w detektywa i faktycznie, może z powodzeniem dostarczyć skok adrenaliny, o ile rzeczywiście trafilibyśmy na jedno z zaginionych dzieł. Pamiętam, że kiedy ją zainstalowałam skanowałam wszystkie obrazy w naszym muzeum, ale „niestety”, żadna z prac nie figurowała w bazie. Muzeum wszystko zakupiło i otrzymało legalnie, no co za pech!
 
 

Świadomie pominęłam takie aplikacje jak Instagram, choć warto zaznaczyć, że wiele instytucji muzealnych posiada tam naprawdę fajne i ciekawe prowadzone konta, które z pewnością warto śledzić na bieżąco. Bywa, że te największe i najpopularniejsze instytucje mają również swoje własne apki – tak jest m.in. w przypadku National Gallery w Londynie, czy The Metropolitan Museum of Art (MOMA) Nowym Jorku.

Jeśli pominęłam coś ciekawego, to dajcie mi koniecznie znać – uzupełnię listę i chętnie obciążę telefon kolejną apką 🙂

 

Mogą także Ci się spodobać