W pomiętej bluzce czuję się najlepiej

Fot. Cudowna NISHE
Wstaję rano, pełna sił i energii, wyciskam sok z pomarańczy i z uśmiechem na ustach robię sobie piękne, estetyczne śniadanie, które wpisuję się w instagramową modę na rzeczy ładne i idealne. Właśnie tak nie wygląda początek mojego dnia, ponieważ zawsze wstaję za późno i na nic nie mam czasu. W popłochu szukam ubrań wywalając przy tym całą szafę, nie mogę znaleźć skarpetki do pary i tuż przed samym wyjściem brudzę sobie bluzkę keczupem, bo zamiast pięknego musli zjadłam na stojąco bułkę z masłem i dwie parówki. 
Fot. Cudowna NISHE
 
Chaos towarzyszył mi zawsze, wzięłam z nim ślub dużo wcześniej niż z moim małżonkiem, z którym wczoraj świętowałam naszą pierwszą rocznicę zajadając się pomarańczami i popijając piwem z promocji. Szalenie to lubię, wręcz rozkoszuje się myślą, że nie muszę martwić się o wyprasowaną bluzkę, że mam w sobie ten uroczy nieporządek, tę lekkość, która pozwala mi wyjść z domu w makijażu wręcz niewidocznym, w pomiętej koszuli w kwiaty, w chłopięcej bluzie i w półbutach za kostkę do których ubieram jakieś zabawne skarpetki. 
 
Fot. Cudowna NISHE
 
Może to nierozgarnięcie, a może wolność, którą osobiście pojmuję jako możliwość robienia tych wszystkich rzeczy w zgodzie z samą sobą. Może nie umiem się malować, a może po prostu cenię sobie po stokroć naturalność, którą już nie pierwszy raz przekułam w naprawdę silny atut. Może piszę o tym tylko dlatego, bo jestem leniwa i zawsze wybieram rozwiązania wygodne, a może po prostu kocham być sobą, z całym tym swoim chaosem w głowie, w szafie, w diecie i w sercu.
 
Fot. Cudowna NISHE
 
Napisałam właśnie coś, co mogę uznać za swoją osobistą definicję kobiety idealnej, czyli takiej, która z idealnością ma jednak niewiele wspólnego. W nieładzie zawsze pociągał mnie niezwykły indywidualizm. Porządek nigdy mnie nie interesował, zawsze traktowałam go jako coś identycznego, bez względu na wersję, zawsze finalnie wygląda w moich oczach bardzo podobnie. A ja wolę ten chaos, te osobiste pierwiastki, zapachy, desenie, wzory, kształty i faktury, które wymykają się pewnym standardom. I choć ciągle wydaje mi się, że mój chaos jest nadal niebezpiecznie spokojny, z wielką fascynacją siadam na ławce w jakimś ruchliwym miejscu w mieście i podziwiam chodzące piękności, ich czar i urok zaklęty w ramiączku wystającej dyskretnie niecodziennej bielizny czy zwiewnej spódnicy z garażowej wyprzedaży, w pokrzywionych oprawek okularów, czerwonych ustach i lakierze do paznokci, który nie wytrzymał próby czasu i mycia naczyń. 
 
Fot. Cudowna NISHE
Czuję się dobrze. Rozczesuje w rękach krótkie włosy, które ścięłam parę dni temu. W ciucholandzie kupiłam dziś kolejną sukienkę i torebkę za 5 zł. Wczoraj zamówiłam perfumy i krem do rąk od L’Occitane, bo jestem oczarowana cudowną świeżością ich naturalnych produktów. Zaczytuję się w cudownym blogu Element Żeński,  Za parę dni będziemy robić zdjęcia z Pauliną Kmak do jej nowego projektu „Naturalność”. Wszystkie paznokcie obcięłam na krótko i pomalowałam na blady róż. Co chwilę uciekam w swój świat malarskiej alternatywnej rzeczywistości. Jesień delikatnie łaskocze mnie w nos. Czuję się dobrze. 

Mogą także Ci się spodobać