Malarstwo odczuwania, czyli dlaczego uwielbiam prace Ernsta Ludwiga Kirchnera

Kolor.
Nie widzę dobrze co przedstawia obraz, ale widzę kolor, intensywny, świdrujący. Przenika mnie, dociera wszędzie, rozlewa się po całym ciele. Niczym mocny alkohol pobudza, ale też relaksuje, wprowadzając w stan wyczekiwanych skrajności. Wizyta w muzeum staję się alternatywą do zadymionego klubu. W obu tych miejscach dzieją się rzeczy niezwykłe: i tu i tu rzucam w kąt ciężki bagaż doświadczeń, siłą woli odpycham na moment wszystkie niedogodności i pozwalam się porwać temu, za czym tak bardzo tęsknie – nieposkromionej wolności myśli.  
Ernst Ludwig Kirchner, „Fränzi in front of carved chair”, 1910

 

Ekspresjonizm niczego ode mnie nie wymaga. Nie sugeruje, że jest w czymś lepszy, tak jak lepsze wydają się być wszystkie akademickie kobiety, odpoczywające w kwiatach i mające totalnie w dupie problemy codziennego życia. Tymczasem ja już trzeci raz wstawiłam pranie, bo znowu zapomniałam, że muszę je rozwiesić. Od sztuki oczekuję zrozumienia, zwłaszcza dzisiaj, kiedy czuję się zmęczona, a moja głowa pełna dziwnych myśli nadal uporczywie poszukuje odpowiedzi na trudne pytania. Są dni, które mogłabym przeleżeć, zmarnować ułamek życia, ale zrobić to z przyjemnością i błogim uczuciem, że robię dokładnie to, na co mam szczerą ochotę. 

 

Ernst Ludwig Kirchner, „Street, Dresden”, 1908

Z Kirchnerem poznaliśmy się przypadkiem, ale szybko okazało się, że to jedna z tych sytuacji, która odmienia Twoje życie i patrzenie na świat. Nerwowość, dużo jej we mnie, determinuje mnie, określa moje istnienie. Gdyby ktoś miałby mnie namalować, to właśnie poprzez grube i szybkie pociągnięcia pędzla, tak, aby zdążyć uwiecznić to, co za moment może ulec zmianie. Jaki kolor miałabym na zewnątrz? Czarny, być może wpadający w szarości albo jakąś brudną, spraną biel. Barwna karuzela dzieje się dopiero w środku, dopiero tam odnajduję w sobie czerwony wulkan, wyciszony, ale skłonny w każdej chwili przypomnieć wszystkim o swojej obecności.  
 
Ernst Ludwig Kirchner, „Marcella”, 1910
Ekspresjonizm niemiecki, zwłaszcza w wydaniu malarstwa Ernsta Ludwiga Kirchnera, daje upust temu, co w środku. Dlatego tak lubię to malarstwo – definiuje mnie, rozkłada na czynniki pierwsze, pozwala zrozumieć siebie, jest klamką w drzwiach do wewnętrznego świata duszy. To jest malarstwo odczuwania, takie, które prezentuje Twój własny portret, niczym lustro odbijające w swojej tafli wszystko to, czego nie byłaś w stanie zobaczyć wcześniej. Siła tego malarstwa jest ogromna, zwłaszcza, jeśli okaże się, że to siła, drzemiąca również w Tobie. Odkrycie tego faktu daje niezwykłą satysfakcję – pozwala uporządkować w sobie wszystko i zrobić to w najlepszy sposób, czyli żadnych zbędnych słów. 

 

Ernst Ludwig Kirchner, „Two girls/Naked girls talking”, 1910

 

Ernst Ludwig Kirchner, „Sertigweg im Sommer”, 1924

 

Cover photo: Ernst Ludwig Kirchener, „Seated girl”, ok. 1910

Mogą także Ci się spodobać