Perła polskiego modernizmu. Hotel „Patria” w Krynicy Zdroju

Pobyt w pobliskiej Krynicy Zdroju od dziecka traktowałam jak coś magicznego. To było jak fantazyjna podróż do innego wymiaru, do miejsca, które wydawało mi się  nierealne, bajkowe. Miasteczko kuracjuszy, wyjątkowego malarza, niebieskiego budynku muzeum, wody mineralnej w ceramicznych flakonikach z rurką i pluszowego białego niedźwiedzia z którym można było zrobić sobie zdjęcie. Nie pamiętam czy poinformowano mnie, że Nikifor niestety nie żyje już od wielu lat, ale zawsze wypatrywałam go wśród miejscowych rysowników, którzy chętnie rozstawiali się pod Pijalnią i upłynniali swoją sztukę, na ogół wątpliwej jakości. Wtedy oczywiście nie zwracałam na to uwagi, podobnie jak na wiele innych rzeczy, które dostrzegam dopiero teraz, gdy nadal z niegasnącą fascynacją odwiedzam Krynicę.

Niedawno pojechaliśmy tam na spacer z synem. Poszukując miejsca parkingowego trafiliśmy, trochę przez przypadek, pod hotel „Patria”, który kojarzyłam z podręczników jako jeden z czołowych przykładów polskiego modernizmu w architekturze międzywojennej. Faktycznie, bryła hotelu jest bardzo ciekawa i zwraca na siebie uwagę, trzeba jednak sprawiedliwie powiedzieć, że zewnętrzna kondycja hotelu oraz jego otoczenie zdają się być jedynie echem blichtru i świetności międzywojennej.  Na balkonach zauważyłam kilka osób, które korzystało ze słonecznej pogody: dwie opalające się kobiety i starszego gościa bez koszulki i z dużym brzuchem, który palił papierosa i obserwował nas, gramolących się z samochodu ze wszystkimi rodzinnymi tobołami. Facet wyglądał trochę jak z innej epoki, nasze auto też jest z innej epoki – chyba to wszystko razem zaiskrzyło, bo poczułam się przez moment jakbym cofnęła się czasie. Może nie do międzywojnia, ale do PRL-u na pewno.

Patria powstała w latach 1932-1934 na zamówienie Jana Kiepury, jednego z najsłynniejszych polskich tenorów z tamtych czasów. Modernistyczny budynek został zaprojektowany przez Bohdana Pniewskiego. Wyposażony w windy, centralne ogrzewanie, luksusową restaurację oraz obrotowe drzwi był wówczas okrzyknięty najnowocześniejszym budynkiem w Krynicy. W czasie II wojny światowej hotel został przejęty przez niemieckie wojsko, które zaadaptowało go na sanatorium dla oficerów oraz siedzibę Hitlerjugend. Po wojnie, w 1949 roku pensjonat został upaństwowiony i od tamtego czasu niezmiennie pełni funkcję sanatorium.

 

Jan Kiepura wraz z żoną Martą Eggerth przed hotelem Patria, 1937, źródło NAC, domena publiczna

 

Jan Kiepura (w środku z płaszczem) wśród grupy osób przed hotelem Patria, 1935, źródło NAC, domena publiczna

 

 

Członkowie zespołu jazzowego Franciszka Witkowskiego, 1936-37, źródło NAC, domena publiczna

 

Stojąc pod samym pensjonatem nie byłabym sobą gdybym nie zajrzała do środka. Po  cichu liczyłam na niedzielny aromat sanatoryjnego rosołu wymieszany z zapachem nieodwietrzonego, komunistycznego wnętrza, dlatego tak bardzo zaskoczył mnie widok holu i sali restauracyjnej ozdobionych marmurem i alabastrem.

Obrotowe drzwi, windy, oświetlenie, elementy zdobnicze – to wszystko pamięta czasy Kiepury i stanowi oryginalny wyposażenie hotelu. Przyznaję, zrobiło to mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza, że hol i restauracyjna sala ozdobione zostały piękną zielenią, a ja ostatnio idę na swój życiowy rekord jeśli chodzi o liczbę hodowanych w mieszkaniu roślin.

 

Fikusy, monstery i palmy w otoczeniu foteli B-310 var wywołały we mnie dziki przypływ entuzjazmu i niezdrową myśl, że może jednak przydałoby mi się jakieś sanatoryjne schorzenie, które mogłabym tu wykurować.  W końcu rzadko zdarza się taka mieszanka stylowa, gdzie dźwięk fortepianu Kiepury miesza się z przebojami Trojanowskiej rozbrzmiewającymi podczas wieczornego dancingu.

Żeby jednak nie było żadnych wątpliwości: miejscu naprawdę bardzo wiele brakuje do bycia pensjonatem o wysokim standardzie. Hotel wymaga remontu, zwłaszcza z zewnątrz, chociaż wewnątrz także, szczególnie, że czuć w nim wyraźnie PRL-owskie pozostałości. W zależności od gustu,  jedni będą postrzegać to jako atrakcję, a inni uznają miejsce za zwyczajnie niemodne i zaniedbane. Bez względu jednak na oczekiwania co do standardów hotelowych, trzeba przyznać, że wszystko to, co przypomina o czasach międzywojennych prezentuje się wspaniale i wytwornie. I właśnie dla tych elementów warto odwiedzić Krynicę i wstąpić do Patrii, chociażby na parę minut. Bo oficjalnie żaden wehikuł czasu nie istnieje, ale zapewniam Was, że takie miejsca jak to, bardzo skutecznie potrafią przenieść na moment w czasie.

Mogą także Ci się spodobać