Miłość bardzo skomplikowana. O związku Stanisława Wyspiańskiego z Teodorą Pytko

Wpis powstał we współpracy z Salonem Dzieł Sztuki Connaisseur w Krakowie

Wyspiański poślubił Teodorę Teofilę Pytko w 1900 roku, wcześniej będąc z nią przez lata w nieformalnym związku. Była chłopką, pochodziła ze wsi Konary pod Tarnowem i w zasadzie pod każdym względem wydawała się do wykształconego i inteligentnego malarza po prostu nie pasować. Jak więc wytłumaczyć tę niecodzienną i bulwersującą wszystkich wokoło relacje? Co sprawiło, że Wyspiański, „najjaśniejsza gwiazda Młodej Polski”, za towarzyszkę życia obrał sobie niepiśmienną i prostą kobietę ze wsi?

 

Spotkanie, które zmienia wszystko

Istnieje kilka wersji opisujących pierwsze spotkanie malarza z Teodorą. Niektóre z nich sprawiają wrażenie mocno przerysowanych, chociażby ta, w której artysta miał uratować kobietę przed samobójczym skokiem z mostu.Pewne jest, że dziewczyna po 1890 roku pojawiła się w Krakowie, gdzie wyjechała na służbę. Najbardziej prawdopodobna wydaje się teza, która głosi, że malarz poznał kobietę, gdy ta pracowała, jako kucharka i sprzątaczka u jego ciotki Joanny Stankiewiczowej. Wyspiański mieszkał u niej na ul Poselskiej przez kilka lat 90. XX wieku.

„Czy ja ją mogę kochać”? – pytał sam siebie w liście do przyjaciela już z 1893 roku, zastanawiając się, jak to możliwe, że przyciąga go kobieta tak odmienna, prosta, zwyczajna, nierozumiejąca jego zachwytów i rozterek, niepodzielająca żadnych pasji, ani zainteresowań. Patrząc na tę relację z boku rzeczywiście ciężko jest zrozumieć, że tak atrakcyjny, przystojny mężczyzną, cieszący się wielkim powodzeniem u płci przeciwnej, skłania się ku relacji z chłopką o wątpliwej urodzie. A jednak, na przekór wszystkiemu i wszystkim, Wyspiański dostrzega w niej to słynne „coś”, co sprawia, że Teodora fascynuje go i pociąga. „Weź ty całą moją litość jakąś przywołała do moich oczu, że się skropliły łzami, weź ty całą litość moją, obudzoną w sercu, co bije silniej, a usta moje drżą by dotknąć twoich ust, jak kiedy tulę do twarzy kwiatów kielichy wilgotne wonią” – pisał we wspomnieniach. Czy to właśnie owa litość sprawiła, że zdecydował się kontynuować tę relację?

 

Stanisław Wyspiański, „Portret żony w serdaku”, 1902, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Niewygodna miłość

W latach 90. XIX w. malarz wiele podróżował, m.in. do Paryża i obracał się tzw. „wielkim świecie”, tym bardziej nikt nie podejrzewał go o poważniejsze zamiary względem „jakiejś” chłopki spod Tarnowa. W czasie, gdy chłopomania wśród elit krakowskich kwitła na dobre, Teodora zdawała się od początku psuć mieszczańską wizję cudnej, eterycznej panienki ze wsi. We wspomnieniach Marii Waśkowskiej, przywołujących czasy pracy u Stankiewiczowej, wyłania się jej obraz, jako dziewczyny do najcięższych, brudnych robót: przynoszenia węgla, wody, trzepania dywanów. Teodora nie była służącą, którą widywano na co dzień, nie przynosiła herbaty w pięknej porcelanie. Mówiono o niej „brzydka, chłop-baba, ordynarna”.

Teodora, zanim poznała Wyspiańskiego, miała już nieślubnego syna (ur. 1892) z krakowskim adwokatem. W owych czasach mało kogo dziwiły intymne relacje paniczów ze służącymi, dlatego gdy okazało się, że kobieta urodzi kolejne dziecko, tym razem Wyspiańskiego, otoczenie malarza komentowało głośno ten „problem”, chociaż zapewne nikt nie brał ich relacji na poważnie. A jednak, związek trwał, 30 maja 1896 roku (w wielu publikacjach widnieje błędna data 1895) Teodora urodziła córkę Helenkę, a 3 lata później w 1899 roku syna, Mieczysława. Wyspiański, chcąc zapewnić przyszłość swoim dzieciom zdecydował, po długich rozterkach, że, na przekór całemu światu, poślubi Teodorę. Do zawarcia związku małżeńskiego doszło we wrześniu 1900 roku, przy czym, z powodu uchybienia prawu kościelnemu, został on unieważniony i para musiała go powtórzyć w listopadzie. Druga uroczystość miała bardziej kameralny charakter.

Stanisław Wyspiański, „Autoportret z żoną”, 1904, Muzeum Narodowe w Krakowie

Małżeństwo na cenzurowanym

To małżeństwo nigdy nie miało łatwo, to pewne. Teodora w zasadzie nigdy nie została zaakceptowana przez rodzinę i bliskich Wyspiańskiego. Mówiono, że jest kulą u jego nogi, że ożenił się z nią z litości, zainspirowany powieścią Zmartwychwstanie Lwa Tołstoja, gdzie poruszany jest wątek arystokraty, żeniącego się z litości z dawną pokojówką, którą uwiódł przed laty. Ciotka Stankiewiczowa nie mogła strawić tej relacji, od samego początku próbując pokrzyżować plany Wyspiańskiemu i oczerniając niewygodną kochankę. Tych, którzy krytykowali relację Wyspiańskich było wielu. W liście do Rydla ktoś pisał:

Dziewka, silna – zdrowa – twarz bez wyrazu – miałaby wielką ochotę ustroić się za wielką damę.

I dalej, Maria Waśkowska pisała w 1934 roku w liście do Jana Dürra-Durskiego:

Łatwo Pan Profesor sobie wyobrazi, jak wielkim ciosem było dla całej naszej rodziny, a głównie dla ciotki Stankiewiczowej, małżeństwo Stasia z jej dawną posługaczką!!… Jak wielkiem było jego poświęcenie się dla dobra swoich dzieci!

Wdzięczność i spełnienie

Sam Wyspiański dość oszczędnie wyrażał swoje zdanie o żonie i ich relacji, niejednokrotnie jednak dawał do zrozumienia, że taka sytuacja przynosi mu radość. Wielu wspomina, że podczas ślubu był realnie przejęty i szczęśliwy, rozpromieniony wręcz nową sytuacją i etapem w swoim życiu. Wydawał się spełniony, zarówno, jako mąż jak i głowa rodziny, dbający o dobro i byt swoich ukochanych dzieci, do których w grudniu 1901 roku dołączył mały Staś. Teodora, w oczach innych, miała wiele wad, ale wszyscy podkreślają zgodnie, że była bardzo dobrą matką i panią domu – prała, gotowała, dbała o wszystkie te przyziemne sprawy, które w głowie artysty były często zupełnie nieistotne.

Stanisław Wyspiański, „Żona artysty z synkiem Stasiem”, 1904, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu

 

Ich budżet domowy nie był imponujący, ale Teodora potrafiła nim umiejętnie rozporządzać i bez zająknięcia wiązała koniec z końcem. Jan Bartosiński tak pisał o swoich obserwacjach:

W okresie ślubu bywałem u Wyspiańskiego często. Po ślubie zauważyłem – i chcę to podkreślić – wielką zmianę w jego usposobieniu na korzyść. Jakby pełnym płomieniem rozbłysła jego dusza. Pogoda – jasność – ciepło. Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, ale tłumaczyłem sobie tę wielką przemianę spełnieniem obowiązku: z kobietą, którą poślubił, miał dzieci. Kochał je i ją także. Że mu nie dorównywała umysłem… Mój Boże – ale to nie było łatwe przebywać na wyżynach, które były jego codziennym poziomem.

Nie ma wątpliwości, że to była dla artysta bardzo istotna relacja. Długa, kontrowersyjna, zwłaszcza pod koniec życia, gdy wielu zarzucało Teodorze złe traktowanie ciężko chorego, umierającego męża, ale mimo to bardzo ważna i potrzebna.

Tekst powstał na bazie świetnej biografii Moniki Śliwińskiej „Stanisław Wyspiański. Dopóki starczy życia”. 

 

Stanisław Wyspiański, „Macierzyństwo”, 1902, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

„Akt kobiecy” z 1897 roku

Wyspiański bardzo wiele miejsca poświęcał w sztuce swojej rodzinie. Z wielkim zaangażowaniem portretował dzieci i żonę, często w trakcie domowych, zwykłych, ale jednocześnie często urokliwych czynności. Rozczulają zwłaszcza prace, na których Teodora z czułością karmi dzieci piersią. Rysunek z archiwum Salonu Dzieł Sztuki Connaisseur* w Krakowie, Wyspiański wykonał w 1897 roku, a więc w momencie, gdy Teodora urodziła Helenkę i jest jego nieformalną partnerką. Naga Teodora ukazana została bokiem, w momencie, gdy schyla się do przodu z uniesionymi do góry rękoma, z głową zwróconą przed siebie. Włosy ma upięte w kok, biust obfity, kształty pełne. To studium postaci uderza naturalnością sceny, jest niepozowane, kameralne, wręcz intymne.

 

Stanisław Wyspiański, „Akt kobiecy (Teosia)”, ołówek na papierze, 1897, archiwum Salonu Dzieł Sztuki Connassieur w Krakowie

 

Stanisław Wyspiański, „Akt kobiecy (Teosia)”, ołówek na papierze, 1897, archiwum Salonu Dzieł Sztuki Connassieur w Krakowie, detal

Artysta wykonywał takich szkiców sporo – był to sposób na doskonalenie warsztatu, studium ciała ludzkiego, czy poszukiwanie odpowiednich rozwiązań formalnych i tematycznych. „Akt kobiecy” jest jednak przede wszystkim osobistym gestem uwieczniającym bliską mu osobę, intymnym i prawdziwym portretem żony, kochanki, matki jego dziecka. Artysta z całą pewnością akceptował Teodorą taką, jaka jest, jej usposobienie i urodę, ze wszystkimi niedoskonałościami i niedociągnięciami. Bo, wbrew temu, co wydawało się wszystkim dookoła, to on sam wiedział najlepiej czego i kogo mu w życiu potrzeba.

 

Salon Dzieł Sztuki Connaisseur, istniejący na polskim rynku sztuki już od 1991 roku, w stałej ofercie posiada przede wszystkim malarstwo polskie z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku, autorską rzeźbę i grafikę warsztatową. Salon oferuje także szeroki wybór unikatowych przedmiotów użytkowych i dekoracyjnych z XIX i XX wieku mogących stać się wyjątkowym prezentem. W cotygodniowo aktualizowanej ofercie znaleźć można przykłady polskiego designu, autorskie rzeźby i grafiki oraz srebra, szkło i porcelanę. Pełną ofertę sklepu SZTUKA NA PREZENT można przeglądnąć zarówno na stronie internetowej jak i w siedzibie Salonu.

Mogą także Ci się spodobać