Mariaż sztuki z poezją. 10 polskich wierszy inspirowanych malarstwem

 

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Narycz

 

Nad sadzawką oprawną w modre rozmaryny
klęczałem, zapatrzony w moją twarz młodzieńczą,
by się w niej doszukać przyczyny,
czemu mnie nie kochają i za co mnie męczą?

 

Caravaggio, „Narcyz”, ok. 1597-1599

 

Wisława Szymborska

Vermeer

 

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.

 

Jan Vermeer, „Mleczarka”, ok. 1658-1661

 

 

Zbigniew Herbert

Tomasz

Tu przyłożono ostrze do ciała
Tu dokładnie
I pchnięto
I jest pamiątka
krzyczy we wszelkich językach ryby
rana

Twarz skupiona
czoło w bruzdach
sine światło poranka
nieochotne i zimnie

Wskazujący palec Tomasza
górniczą lampkę dotyku
prowadzi z góry
ręka Mistrza

a więc dozwolone jest wątpienie
zgoda na pytanie
więc jednak coś warte jest czoło
w zmarszczkach Leonarda
Vinci

 

Caravaggio, „Niewierny Tomasz”, ok. 1595-1596

 

Stanisław Grochowiak

Lekcja Anatomii

 

Panowie człowiek ten
Ozdobny barwą rzeczy
Dostojny niby owoc odjęty delikatnie
Uprzejmie
Poda wam
Świecenie swego wnętrza

Więc wpierw odrzućmy to
Co napęczniało na nim
Niech pan z prawicy
Zechce
Łagodnie zsupłać maskę

Ta maska jest jedwabna
Panowie spojrzą
Śmielej
Za miesiąc dwa lub rok
Stwardniałaby na kamień

Kto z panów ją obmyje

Najlepiej płukać octem
A pocałunki zdjąć
Ligniną
Jałowioną

Panowie siatka krzywd
Obleka nawet stopy
Panowie spojrzą
Śmielej
Grubości pajęczyny

O
Proszę ją nawijać bez trwogi Nie zerwiemy
Odważnie
Pan z prawicy
Niech cofa się stopniowo

Ten zabieg znany panom
Zapewne z prac domowych
Przy wełny nawijaniu

Panowie
Nic ponadto
I pora już spóźniona
Zapada zmierzch
Jest szaro
Za chwilę śnieg upadnie

 

Rembrandt van Rijn, „Lekcja anatomii doktora Tulpa”, 1632

 

Wisława Szymborska 

Dwie Małpy

 

Tak wy­glą­da mój wiel­ki ma­tu­ral­ny sen:
sie­dzą w oknie dwie mał­py przy­ku­te łań­cu­chem,
za oknem fru­wa nie­bo
i ką­pie się mo­rze.

Zda­ję z hi­sto­rii lu­dzi.
Ją­kam się i brnę.

Mał­pa, wpa­trzo­na we mnie, iro­nicz­nie słu­cha,
dru­ga niby to drze­mie —
a kie­dy po py­ta­niu na­sta­je mil­cze­nie,
pod­po­wia­da mi
ci­chym brzą­ka­niem łań­cu­cha.

 

Pieter Bruegel, „Dwie Małpy”, 1562

 

Tadeusz Różewicz

Prawa i obowiązki

 

Dawniej kiedy nie wiem
dawniej myślałem że mam prawo obowiązek
krzyczeć na oracza
patrz patrz słuchaj przecie
Ikar spada
Ikar tonie syn marzenia
porzuć pług
porzuć ziemię
otwórz oczy
tam Ikar
tonie
albo ten pastuch
tyłem odwrócony do dramatu
skrzydeł słońca lotu

mówiłem ślepcy

Lecz teraz kiedy teraz nie wiem
wiem że oracz winien orać ziemię
pasterz pilnować trzody
przygoda Ikara nie jest ich przygodą
musi się tak skończyć
I nie ma w tym nic
wstrząsającego
że piękny statek płynie dalej
do portu przeznaczenia

 

Pieter Bruegel, „Pejzaż z upadkiem Ikara”, 1557

 

Stanisław Grochowiak

Płonąca Żyrafa

 

Tak
To jest coś
Bied­na kon­struk­cja czło­wie­cze­go lęku
Żyra­fa kop­cą­ca się po­ma­leń­ku
Tak
To jest coś

Coś z tam­tej ścia­ny z aspi­ry­ny i potu
Ta mord­ka po­dob­na do roz­trza­ska­ne­go ku­lo­mio­tu
Tak
To jest coś

Cze­mu próch­nie­je­cie od bro­dy do skro­ni
Jaki wam zą­bek w pu­stej czasz­ce dzwo­ni
Tak
To jest coś

Coś co nas cze­ka
Uży­tecz­ne i groź­ne
Jak noga
Jak ser­ce
Jak brzuch i po­grze­bacz

Ciem­na mo­gi­ła czło­wie­cze­go nie­ba
Tak
To jest coś

O wiersz ja ten pi­szę
So­bie a osłom
Dwom zreu­ma­ty­zo­wa­nym
Jed­ne­mu z bó­lem zęba
Oni go poj­mą
Tak
To jest coś

Bo ży­cie
Zna­czy:

Ku­po­wać mię­so Ćwiar­to­wać mię­so
Za­bi­jać mię­so Uwiel­biać mię­so
Za­pład­niać mię­so Prze­kli­nać mię­so
Na­uczać mię­so i grze­bać mię­so

I ro­bić z mię­sa I my­śleć z mię­sem
I w imię mię­sa Na prze­kór mię­su
Dla ju­tra mię­sa Dla zgu­by mię­sa
Szcze­gól­nie szcze­gól­nie w obro­nie mię­sa

A ono się pali!

Nie trwa
Nie sty­gnie
Nie prze­trwa i w soli
Opa­da
I gni­je
Od­pa­da
I boli

Tak
To jest coś

 

Salvador Dali, „Płonąca Żyrafa”, 1937

 

Marek Grechuta

ŚPIEWAJĄCE OBRAZY

 

Patrz, już wszyscy poszli!

 

Hej Vincent
patrz już wszyscy poszli
poszedł już ten pijany Jacques
siądź na chwilę, no chodź odpocznij
nie męcz się w kółko jak możesz tak
w butli jest kolor słowo daję
chodź tutaj i pędzel w nim zamocz
on pachnie dziś prawdziwym rajem
złap to i w oczy prosto w oczy
bzyczy nad szklanką senna pszczoła
ta się mnie jeszcze tutaj czepia
ale się kręci po tych na stołach
do mego winka się przylepia
spróbuj ją taką namalować
mały portrecik tej muzyczki
śpi prawie pędzlem poprowadź i w oczy słodkiej publiczki
ma takie same złote pręgi
i cięta jest tak samo jak ty
na twoje krechy, twoje cięgi
bo też zbiera niewidoczne łzy wiesz co najbardziej lubię w twych obrazkach
to że widać
że stół stoi trochę twardziej
i jeszcze się przy tym kiwa
tobie tak się to wszystko rusza
nawet ten koci łeb podskoczy
to żyje!
to potrafi wzruszać do życia
w oczy, smutne oczy

 

Vincent van Gogh, „Taras kawiarni w nocy”. 1888

 

Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy

 

Skąd przychodzimy, kim jesteśmy dokąd idziemy
przecież my wiemy że nie bardzo pasujemy
do takich pytań i do braku odpowiedzi
sąsiedzi słońca, wody, nieba, ziemi sąsiedzi
Tak nas zostawił na kształt znaków zapytania
ten kto przyjechał i nie pytał lecz się kłaniał
tak układamy ręce jak je kiedyś on ułożył
które poznamy, wiele piękna w słońcu dożył
Tu było wiele spraw, tysiące
taka moc, jaka moc? jaka moc?
że przegadamy dzień
nie starczy ani noc
ani dzień ani noc
a jak zamilczeć w słońcu
do księżyca grać i robić to po prostu
na co nas nie stać
Tak uczył nas ten malarz który odkrył nam
jaki nas bawi kształtów, błysków, wielki kram
można wypełnić nimi wiele pustych scen
gdzie nie ma słów i wisi tylko barwny len
Wśród pięknych krzeseł i portretów białych dam
uderza w ścianę mocne serce nasz tam-tam
wstawcie go w ramę w której zimna cisza lśni
niech go zobaczy, tamten, ten ty i ty
Pozwoli przyjrzeć się jak się zachowujemy
skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy
skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy
skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy

 

Paul Gauguin, „Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?”, 1897

 

Jacek Kaczmarski

Krzyk

 

Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze?
Dlaczego drążą w świetle ciemne korytarze?
Dlaczego ciągle muszę biec nad samym skrajem?
Dlaczego z mego głosu mało tak zostaje?
Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A! Zatykam uszy swe!
Smugi w powietrzu i mój bieg
Jak prądy niewidzialnych rzek
Mój własny krzyk, mój własny krzyk ogłusza mnie!
A! Zatykam uszy swe!
Mój własny krzyk, mój własny krzyk ogłusza mnie!

Kim jest ten człowiek, który ciągle za mną idzie?
Zamknięte oczy ma i wszystko nimi widzi!
Wiem, że on wie, że ja się strasznie jego boję,
Wiem, że coś mówi, lecz zatkałam uszy swoje!
Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A! czy ktoś zrozumie to?
Nie kończy się ten straszny most
I nic się nie tłumaczy wprost
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno!
A! czy ktoś zrozumie to?
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno!

Mowicie o mnie, że szalona, że szalona!
Mówicie o mnie, ja to samo krzyczę o nas!
I swoim krzykiem przez powietrze drążę drogę,
Po ktorej wszyscy inni iść w milczeniu mogą…
Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A! Ktoś chwyta, woła – stój!
Lecz wiem, że już nadchodzi czas
Gdy będzie musiał każdy z nas
Uznać ten krzyk, ten krzyk, ten krzyk z mych niemych ust
Za swój!!!

 

Edvard Munch, „Krzyk”, 1893

 

Mogą także Ci się spodobać