BNP Paribas Nowe Horyzonty 2025, czyli 5 filmów, które mnie zachwyciły

Wychodząc z założenia, że gorące emocje po moich pierwszych „Nowych Horyzontach” powinnam trochę ostudzić, postanowiłam napisać o ulubionych filmach dopiero chwilę po powrocie z Wrocławia. Czas upłynął, a moje kinowe westchnienia i radości są wciąż aktualne, dlatego, oczywiście wg osobistego klucza, wybrałam 5 najciekawszych filmów (z pośród 10, które udało mi się zobaczyć). Nie jestem znawczynią kina, możecie więc bardziej liczyć na osobiste opisy, niż fachowe recenzje, ale wierzę, że moje wybory przypadną Wam do gustu i zachęcą do wizyty w kinach!

 

 

„Sny o Miłości”
reż. Dag Johan Haugerud
Norwegia, 2024 r.
Polska premiera: 14 listopada

Piękny, niespieszny, ciepły film o tytułowej miłości i odkrywaniu własnego „ja”. Joahanne ma 17 lat i zakochuje się w swojej nauczycielce języka francuskiego. To jej pierwsze miłosne doświadczenie, o którym opowiada w niezwykle szczery i poruszający sposób. Dziewczynie udaje się zbliżyć do kobiety za sprawą robótek ręcznych, w których ta się specjalizuje – podczas ich domowych spotkań Johanne w pełni odkrywa swoje pragnienia i namiętności. Nastolatka, zafascynowana wydarzeniami, postanawia zachować historię miłosną na dłużej, dlatego decyduje się na spisanie bardzo intymnej, erotycznej, bogatej w szczegóły opowieści. To, co prawdziwe przeplata się w niej z wyobrażeniami i fantazjami na temat nauczycielki. Okazuje się, że jej prywatne przeżycie stają się tematem niepokojów i rozważań także innych członków rodziny – mamy i babci – dla których miłosne doświadczenia córki i wnuczki są punktem wyjścia do wspomnień, własnych przemyśleń i ponownego zdefiniowania pragnień. Wszystko jest w tym filmie jak ciepły, miły w dotyku, niekłujący sweter. To chyba najlepsze studium zauroczenia, jakie miałam przyjemność oglądać w filmie. Bardzo prawdziwe, odczuwalne na własnej skórze.

 

„Harvest”
reż. Athina Rachel Tsangari
Grecja/USA/Niemcy/Francja/Wielka Brytania, 2024 r.
Polska premiera: 17 października 2025 r.

Ten film to dla mnie największa, nowohoryzontowa uczta wizualna, a przy okazja wspaniałe odkrycie, bo filmy greckiej reżyserki Athiny Rachel Tsangari były dla mnie do tej pory zupełnie nieznane. „Harvest” to kostiumowa opowieści o malowniczej, XVIII-wiecznej, bliżej nieokreślonej wsi, tętniącej swoim hermetycznym rytmem, skoncentrowanym wokół uprawy ziemi. Tę utopijną wręcz sielskość pewnego dnia burzą obcy – upersonifikowana wizja brutalnej industrializacji i kapitalizmu. To film o utracie tożsamości i bliskiego sercu miejsca, które nagle zmienia właściciela i zaczyna funkcjonować na zupełnie innych zasadach. Film jest niesamowicie dziwny, miejscami niepokojący (to komplement) i absurdalnie zabawny, a na dodatek szalenie malarski – niemal wyjęty z obrazów Bruegla, chociaż momentami bliski także szaleństwu Boscha. Wszystko w tym filmie jest na poły oniryczne – miejsce, czas, postaci, a nawet ich stroje, będące doskonałym połączeniem tego, co historyczne i fantazyjne. Wciąż ten seans we mnie siedzi, a utwór rozpoczynający film słucham już od kilku dni. Bardzo dobre kino!

 

„Sorry, Baby”
reż. Eva Victor
USA/Francja/Hiszpania, 2025 r.
Polska premiera: 28 sierpnia 2025 r. 

Nie sądziłam, że można stworzyć tak ciepły film, który porusza poważny i trudny temat traumatycznych doświadczeń. Przez cały seans na zmianę śmiałam się i dogłębnie wzruszałam. „Sorry, baby” to historia dwóch bliskich, zżytych ze sobą przyjaciółek, których spotkanie jest pretekstem do opowiedzenia widzom bardzo trudnej historii z przeszłości. Niespieszny, spokojny ton tej historii był dla mnie wręcz zachwycający. Bez patosu, przerysowania – (nie)zwykłe spojrzenie na życie młodej kobiety, która doświadcza krzywdy i radzi sobie z nią, najlepiej jak potrafi. Na szczęście nie jest w tym sama – filmowa Agnes grana przez fantastyczną Evę Victor (to jednocześnie reżyserka filmu) ma wokoło siebie bliskie, piękne osoby, dzięki którym wszystko wydaje się trochę łatwiejsze. O przeżywaniu zawodów i cierpieniu, ale też o przepięknej przyjaźni i relacjach, które pozwalają wszystko przetrwać. Pełen humoru, lekkości i wzruszeń film.

 

„Tajny agent”
reż.  Kleber Mendonça Filho
Brazylia, 2025 r.
Polska premiera: info wkrótce

Seans, po którym zamarzyłam o wycieczce do Brazylii, najlepiej takiej, oferującej podróż w przeszłość do lat 70., bo właśnie wtedy rozgrywa się akcja filmu. „Tajny agent” to wizualnie dopieszczony thriller polityczny ze świetnym Wagnerem Mourą w roli uciekającego przed przeszłością naukowca technologicznego Marcela. To jeden z tych nielicznych filmów, który nie znudził mnie ani przez chwilę, chociaż fabuła rozwija się w dość umiarkowanym tempie, a całość trwa ponad dwie i pół godziny. Świetna atmosfera, zdjęcia, zabawne momenty i przekonująca historia o tym, czy da się dociec prawdy.

 

„Miłość, która zostaje”
reż. Hlynur Pálmason
Islandia, 2025 r.
Polska premiera: luty 2026 r.

Jestem zaskoczona jak bardzo mi się ten film spodobał. To niespieszna opowieść o rodzinie „po przejściach”, która stara się żyć w sposób najlepszy z możliwych. Akcja dzieje się w zjawiskowej Islandii, która nadaje całej tej narracji wręcz nierzeczywistą aurę. Powolne tempo codziennych rozterek i dialogów może wydać się nurzące, ale to właśnie w nich kryje się największy urok tego filmu. Jest tu miejsce na śmiech, smutek, zamyślenie i zachwyt. Słowem: życie. Po pewnym czasie seans zaskakuje i skręca w nierzeczywiste rejony, których człowiek nie do końca się spodziewał, a które są wg mnie naprawdę świetne. Magiczna Islandia, jak widać, zobowiązuje 😉

 

Mogą także Ci się spodobać