Świat oczami Tadeusza Makowskiego. Rys biograficzny i 5 przepięknych cytatów z ‚Pamiętnika’

Tadeusz Makowski, „Vita brevis, ars longa”, 1918, Muzeum Narodowe w Warszawie 

 

Władysława Jaworska, wielka pasjonatka i nieoceniona badaczka twórczości Tadeusza Makowskiego, w latach 50. XX wieku w jednym z paryskim antykwariatów natrafiła na spisany odręcznie pamiętnik artysty. To musiało być szalenie fascynujące, móc znaleźć tak bezcenny, autoryzowany zbiór informacji o malarzu i z każdą kolejną stroną odkrywać jego życie, poznawać go, rozumieć, współodczuwać. „Pamiętnik” został zredagowany i po raz pierwszy wydany w 1961 roku, a ja z dumą trzymam w rękach właśnie to I wydanie, które, przy odrobinie szczęścia, można nadal zakupić na aukcjach internetowych. 

Tadeusz Makowski, „Autoportret”, 1917-1921, Muzeum Narodowe w Krakowie

 

Pragnąc opowiedzieć Wam o mojej wielkiej fascynacji „Pamiętnikiem” i o miłości do Makowskiego, czuje się zobligowana do nakreślenia, przynajmniej skrótowo, kim był ten artysta, zwłaszcza, że na pewno część z Was posiada jedynie mgliste lub fragmentaryczne pojęcie o jego twórczości. Na dźwięk jego nazwiska wielu reaguje momentalnie skojarzeniem z dziecięcymi, teatralnymi kukiełkami, które zdominowały jego sztukę od lat 20. XX wieku. Jest to oczywiście skojarzenie słuszne, ale warto wiedzieć, że Tadeusz Makowski był twórcą niezwykle ambitnym i jego malarskie poszukiwania związane były z wieloma zagadnieniami i ścieżkami artystycznymi. 

Tadeusz Makowski, „Pejzaż bretoński ze studnią”, 1913, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

W szalenie telegraficznym skrócie: Makowski urodził się w 1882 roku w Oświęcimiu, jednak całą swoją młodość spędził w Krakowie, gdzie przeprowadził się w czasach gimnazjalnych wraz z resztą rodziny. Był bardzo ambitny: studiował filologię polską, filozofię, a także równocześnie uczęszczał do ASP w Krakowie, gdzie dojrzewał artystycznie pod okiem Stanisławskiego i Mehoffera. Tych dwóch wielkich malarzy wywarło na młodego Tadeusza bardzo wielki wpływ, co łatwo dostrzec śledząc jego prace z czasów studenckich. Makowski, po studiach przeprowadził się do Paryża i w mieście tym spędził większość swojego życia. Jego pierwsze paryskie prace to przede wszystkim dzieła inspirowane twórczością Puvis de Chavannesa oraz malarskie (bardzo udane) próby kubizowania przestrzeni, malowane pod wpływem Picassa oraz Braque’a. Pomimo przychylnych głosów krytyki, Makowski szybko porzucił jednak modną stylistykę awangardową i postanowił zwrócić się do natury i człowieka, a więc do sztuki klasycznej, figuratywnej. 

Tadeusz Makowski, „Dzieci na podwórku wiejskim „, 1926, Muzeum Narodowe w Warszawie 


Sądzę, że w tym umiłowaniu człowieka i nieustannej potrzebie pielęgnowania w sztuce „pierwiastka ludzkiego”, kryje się najważniejsza filozofia Makowskiego. On nieustannie chciał być blisko drugiej osoby, pragnął ją poznawać, przypatrywać się jej i docierać do miejsc, które, na pozór, wydają się zupełnie niedostępne. Malarz upodobał sobie zwłaszcza świat dziecięcej wyobraźni, z wielką empatią przedstawiając małe i płochliwe istoty o wielkich, lekko przestrasznych oczach. Te dziecięce obrazy będą się zmieniać i z biegiem czasu przyjmować coraz to inną formę, począwszy od  realistycznych portretów, aż po zgeometryzowany, ekspresyjny świat dziecięcych kukiełek. Artysta poświęcał się sztuce bez wytchnienia, nieustannie poszukując swojej własnej drogi, swojego indywidualnego świata, w którym mógłby zawrzeć wszystko to, co cenił zarówno w sztuce dawnych mistrzów, jak i we współczesnych mu rozwiązaniach formalnych i technicznych. 

Tadeusz Makowski, bez tytułu, 1929, źródło: Polswissart


O Makowskim mogłabym pisać wiele, ale myślę, że najlepiej będzie, jeśli teraz przemówi do Was on sam.  Uważam, że dopiero „Pamiętnik” pozwala w pełni zrozumieć, jak wrażliwy i wyjątkowy był to człowiek.


16 lipca 1913 r.

Smutek wewnętrzny nie opuszcza mnie od jakiegoś czasu. Jest coś skomplikowanego w mojej duszy, jakiś stłumiony dźwięk, jakaś parodia sprzecznych sił z jednego wyrastających źródła o jasnej wodzie z zamulonym dnem. Długie godziny walki o ciszę i ukojenie. Rano po świeżych chwilach snu weselszy promień słońca zabarwia mi myśl, wieczorem po długim dniu znużone ręce kładą się bezwładnie jak cienie drzew po drogach. 

25 sierpnia 1913 r.

W smutku przypominają mi się lata dzieciństwa. Najmilsze chwile, jedyne może. Potem przyjaźnie krótkie – długie. Wieczory burzliwe. Wichrem łamane drzewa. Jasne słońce w polu. Potem pęki zasuszonych kwiatów, skrywanych trwożliwie. Grono kolegów, przyjaciół. Cały świat serca – długi jak życie. Dziś mi smutno, kiedy myślę o przeszłości, o tym wszystkim, co gdzieś poza mną. Wyrwane chwile jak zerwane kwiaty, co powiędły. Wszędzie z tej jednej duszy trzeba coś zostawić. Wam, chwile miłe, wspomnienie dzisiaj poświęcam. I tym wichrom, które trwogą i tęsknotą karmiły moje serce.

5 września 1915 r.  

Ile jest uroku w spojrzeniach ulotnych nieznajomych osób. Kto nie zna siły oczu, poza którymi kryje się cały świat domysłów? Czasami lubię bardziej od innych te spojrzenia, których treści nie znam. Czytam w nich do woli i jak chcę  – i wierzę, że są takie. Zauważyłem, że oczy moje zwracają uwagę. Czyżby tym, że są przeważnie smutne? Lubię odczytywać myśli, gdy malują się na twarzy. Taka rozmowa bez słów ma swoją wytworność i wdzięk.

9 września 1915 r.

Ludzie nieinteligentni stają się chwilami nieznośni. Sądzą innych jedynie po fortunie i zewnętrznym stroju. Co może być niższego od tej miary, jaką przykładają drugim? Rażą mnie często te spojrzenia od głowy do stóp, które w mgnieniu oka stanowią o decyzji, czy warto z tym człowiekiem kilka słów zamienić. Cóż im mogę pokazać z siebie, kiedy na mnie patrzą? Nie posiadam niczego na sobie, co by ich mogło zająć. Toteż wolę się błąkać samotny po polach – i cieszyć się rozmową z naiwną przyrodą, w której nie ma bezmyślności i głupoty.

11 lipca 1916 r.

Najmilsi są ci, którzy umieją być nieobecni. Obrazy, podobnie jak muzyka, powinny wywoływać rozmowy o sobie. Często myślę mimo woli, jak daleko odbiegają malarze w odczuwaniu piękna od innych ludzi. To mnie utwierdza w przekonaniu o istnieniu jedynej wartości w sobie samym.

Tadeusz Makowski, „Dwoje dzieci z psem”, 1932, Muzeum Narodowe w Warszawie 



Mogą także Ci się spodobać