Rynek sztuki: Witkacy i jego nietuzinkowa firma portretowa

Wpis powstał we współpracy z krakowskim Salonem Dzieł Sztuki Connaisseur

 

Witkacy w Nowym Sączu, czyli „kicha między dwoma rzekami”

Niedawno natrafiłam na ciekawy materiał, z którego dowiedziałam się, że Witkacy trzy razy odwiedzał Nowy Sącz, a więc moje miasto. Malarz miał tutaj przyjaciół, rodzinę Maciaków, u których zatrzymywał się podczas każdego pobytu. Helena Maciak była z zawodu nauczycielką, zajmowała się domem oraz działalnością społeczną. Jej mąż, Franciszek Maciak był wojskowym lekarzem, o którym Witkacy pisał w jednym z listów do żony, że „Maciaki ze szlachty góralskiej z Rytra spod samej Piwnicznej się wywodzą”. No proszę, pomyślałam, ja też z Rytra pochodzę, tylko z tą szlachtą może być mały problem, bo moi przodkowie mogli co najwyżej u tej szlachty w piecu palić albo  paść krowy .

Widok ratusza w Nowym Sączu, kopia pocztówki S.I. Witkiewicza do Marii i Edmunda Strążyskich z 17 IV 1934 r.

 

Tak czy owak, wątek lokalny mocno mnie zainteresował, zaczęłam więc szperać trochę w tych sądeckich wspomnieniach z czasów dwudziestolecia międzywojennego w poszukiwaniu kolejnych smaczków. W okresie międzywojnia Witkacy zmienił zasadniczy przedmiot swoich twórczych zainteresowań i w 1925 roku założył firmę portretową. W tym czasie artysta miał już na swoim koncie wiele dramatów, wielkoformatowych prac olejnych, wystawę z formistami, a przede wszystkim, rozważania związane z ideą Czystej Formy w sztuce. Artysta zdecydował, że będzie portretować swoich klientów pastelami, które okazały się być tańsze od techniki olejnej i pozwalały na większy zysk.

Niestety, moje poszukiwania potwierdziły, że nie był zadowolony z sądeckiej klienteli. Zamawiający często spóźniali się bądź nie pojawiali na umówionych spotkaniach, targowali się i mało płacili (co najwyżej 50 zł za portret, chociaż wg Witkacego sądecki malarz realista Bolesław Barbacki inkasował w tym samym czasie 3 tysiące złotych), albo nie płacili w ogóle, przynajmniej nie od razu, biorąc obraz na tak zwaną „krydę”, czyli na kredyt. Witkacy tak pisał w liście do żony:

Więc kapitan Dupa nie był, bo synek mu zachorował, a p. Dr Zasrankowa była przeszkodzona, bo mąż dojechał, a radczyni Kutasiewiczowa była znów przeszkodzona skutasieniem lewego jajnika i tak ciągle.

Zdecydowanie umiarkowany entuzjazm wykazywali także sami klienci malarza, o czym również informuje zachowana korespondencja. Stosunek Sądeczan do twórcy dobitnie prezentuje wiersz Jerzego Harasymowicza pt. „Witkacy nad Popradem”:

Jest jeszcze jeden
wielkości cielęcia
lub też stolnicy
Trzymamy go za szafą
nieskładny bohomaz
zupełny brak perspektywy
mówił nam profesor
Niech pani to zdejmie
pani Skorucka
bo strzelę temu kiczowi
w te zielone flaki
rzekł porucznik”.

Ach, gdyby wiedzieli, że w przyszłości posiadanie obrazu Witkacego będzie nie tylko powodem do dumy, ale i niezłą lokatą… No ale cóż, prawda jest taka, że Nowy Sącz nie był ulubionym miastem artysty, o którym pisał:

„Kicha między dwiema rzekami na wzgórku – nie ma gdzie pójść. Żydzi naokoło, naprzeciwko i po bokach – obok adwokat słychać jak bełkocze”.

Klient musi być zadowolony. Nieporozumienia wykluczone

Interesy to jednak interesy. Wiadomo, że Witkacy po Polsce podróżował, zwłaszcza na trasie Zakopane – Warszawa, nie tylko towarzysko, ale również w poszukiwaniu nowej klienteli dla swojej firmy portretowej. Znając malarza, jego indywidualność oraz nonkonformizm, łatwo się domyślić, że nie należała ona do zwyczajnych. Swoją działalność portretową Witkacy sprowadził do masowej produkcji uregulowanej dość nietypowym i osobliwym regulaminem, w którym bardzo jasno ustalone zostały zasady związane z wykonaniem zlecenia. To, co wydaje się najbardziej interesujące to fakt, że klient mógł wybrać, z pośród kilku typów, portret, który najbardziej odpowiadał jego potrzebom. Artysta informował:

Portrety moje są w pięciu gatunkach:

  • Typ A – najbardziej wylizany i najdroższy.
  • Typ B – charakterystyczny. Pewne „uproszczenia”, podkreślenia cech, robota mniej wylizana.
  • Typ C- zbliżony do Czystej Formy, czyli z punktu widzenia krytyków i laików karykatura i deformacja. Wykonana przy użyciu C2H5OH. – Obecnie wykluczone. Będzie kiedyś wielką rzadkością.
  • Typ D – to samo bez C2H5OH – i
  • Typ E – intuicyjnie osiągnięty wynik typu A i B, bez kopiowania natury jako takiej, tzn. inne środki „ujęcia formy”.

 

Witkacy w regulaminie zaznaczył, że niektóre prace powstają pod wpływem różnych wspomagaczy i używek, zastrzegł jednak, że ten rodzaj sztuki zarezerwował jedynie dla najbliższych i nie można sobie takiego portretu zamówić. Co ciekawe, informacje o tym pod wpływem jakich środków tworzył pojawiały się zawsze obok sygnatury w postaci tajemniczych skrótów. I tak dla przykładu „C”- alkohol, „Co” – kokaina, „Eu” – eukodal, „NP” – nie palił papierosów, „P” – palił papierosy i wiele innych.

 

Krytyka surowo zabroniona

No dobrze. Klient wybrał sobie typ portretu, obraz powstał, ale efekt końcowy nie zadowala. Co wtedy? Witkacy przewidział taką okoliczność i w bardzo wyraźny sposób uregulował w regulaminie wszystkie możliwe sytuacje. Artysta dopuszczał odrzucenie przez zamawiającego niektórych typów portretu. W takich okolicznościach klient zmuszony był zapłacić jedynie 1/3 ustalonej wcześniej ceny. Taka praca przechodziła wówczas w posiadanie firmy i nie można było żądać jej zniszczenia. Jednym z najważniejszych paragrafów w regulaminie, na który Witkacy kładł specjalny nacisk, był bezwzględny zakaz jakiejkolwiek krytyki ze strony klienta. „Gdyby firma pozwoliła sobie na ten luksus: wysłuchiwania zdań klientów, musiałaby dawno zwariować’ – brzmi jedno z regulaminowych założeń. Klient mógł powiedzieć jedynie „tak”, albo „nie” , i tyle, bez żadnych dodatkowych uwag, najdrobniejszych, nawet tych o charakterze pozytywnym. Poprawki nie wchodziły w grę, zabronione było także komentarze dotyczące techniki czy rysunku. Witkacy zabezpieczył się, żeby mieć po prostu święty spokój.

Portret Jana Leszczyńskiego

Mając przed oczami wspomniany regulamin oraz ściągę dotyczącą skomplikowanych skrótów postanowiłam wziąć na warsztat Portret Jana Leszczyńskiego, krakowskiego filozofa oraz profesora UJ, wykonany przez Witkacego w 1931 roku. Praca przedstawia młodego mężczyznę (Leszczyński urodzony w 1905 roku ma tu 26 lat) o ostrych rysach twarzy, niebieskich oczach i krótkich ciemnych włosach z przedziałkiem po lewej stronie. Mężczyźni byli bliskimi przyjaciółmi, przez lata w listach wspólnie dyskutowali na filozoficzne, egzystencjalne tematy, które w 2000 roku doczekały się publikacji pod tytułem „Spór o monadyzm. Dwugłos polemiczny z Janem Leszczyńskim”.

„Portret Jana Leszczyńskiego”, pastel na kartonie, 1931 rok, 68 x 49 cm. Proweniencja: kolekcja rodziny Leszczyńskich, wieloletni depozyt w Muzeum Narodowym w Krakowie

 

Zapis „T.Bd”, w prawym dolnym rogu tu przy sygnaturze informuje, że mamy do czynienia z Typem B, określonym w regulaminie jako „rodzaj bardziej charakterystyczny, bez cienia karykatury, o obiektywnym stosunku do modela”. Trzeba jednak przyznać, że fantazyjny kołnierz, z którego jakby „wyrasta” głowa Leszczyńskiego posiada dość zagadkowy, surrealistyczny charakter. Jego kształt przywodzi na myśl kielich kwiatu bądź kryzę, popularną zwłaszcza w XVI i XVII wieku. Witkacy, pomimo oficjalnych założeń związanych z typem B, pozwolił sobie na wprowadzenie dodatkowych elementów, które nadają portretowanemu bardziej indywidualny wyraz oraz odróżniają podobiznę bliskiej osoby od „zwykłych” firmowych prac. Zresztą, to nie jedyny raz, kiedy Witkacy sportretował swojego przyjaciela w niepospolitym ujęciu – we wrześniu 1931 roku wykonał portret Leszczyńskiego w peruce à la Maximilien Robespierre.

 

„Portret Inki Turowskiej”, 1931, Muzeum Narodowe w Krakowie

 

Ich zażyła relacja przeszła jedną poważną próbę, a wszystko przez kobietę Janinę Turowską. Witkacy był w niej zakochany i planował ją poślubić, a ta wzięła po kryjomu ślub z filozofem. Malarz długo nie mógł tego przegryźć i zerwał z parą stosunki na kilka lat, w końcu jednak pogodzili się i wszystko wróciło do normy, czego dowodem jest m.in. wspomniana już wcześniej bogata korespondencja z Leszczyńskim.

Portrety w rynkowym obiegu

Omawiany Portret Jana Leszczyńskiego pochodzi z archiwum Salonu Dzieł Sztuki Connaisseur w Krakowie – galerii ulokowanej od 1991 roku w samym centrum miasta przy Rynku Głównym 7. W stałej ofercie Salonu znajduje się przede wszystkim malarstwo polskie z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku, autorska rzeźba i grafika warsztatowa. Ważne miejsce zajmuje sztuka młodopolskich artystów, szczególnie ze środowiska krakowskiego, a więc m.in. omawiana praca. Jesteście ciekawi  jak, na przestrzeni niemal stu lat, zmieniła się cena za portret Witkacego? Okazuje się, że ogromnie, oczywiście na korzyść twórcy, a raczej posiadającego jego dzieło, w końcu martwemu malarzowi jest już od 80 lat wszystko jedno 😉

„Portret Józefiny Konińskiej”, 1936, Muzeum Ziemi Lubuskiej

Współcześnie, ceny aukcyjne za portret wykonany techniką pasteli rozpoczynają się od 70 tysięcy złotych. Mowa w tym przypadku o pracach anonimowych, przedstawiających randomowych klientów firmy. Im więcej o portretowanej osobie wiemy oraz posiadamy ciekawe informację dotyczące pracy, tym cena zdecydowanie wzrasta. Najwyższą osiągają portrety przyjaciół oraz bliskich Witkacego. Póki co, najdroższą pracą jest „Portret Janiny Turowskiej-Leszczyńskiej” – wylicytowana cena wyniosła 240 tysięcy złotych.

****

Jeśli jesteście w posiadaniu dzieła sztuki i nie macie pojęcia ile może być warte, to również z pomocą przyjdzie Salon Dzieł Sztuki Connaisseur i należący do niego serwis WYCENA OBRAZÓW – pierwsze tego typu miejsce w Polsce wykonujące profesjonalne wyceny obrazów i dzieł sztuki w pełni on-line. Za jego pośrednictwem, w prosty sposób można zlecić wycenę obrazu lub innego dzieła sztuki, uzyskać dokument zezwalający na legalny wywóz za granicę oraz określić autentyczność posiadanej pracy.

 

 

Mogą także Ci się spodobać