Sześć przejmujących wierszy o jesieni, czyli wieczór z polską poezją

 

Krzysztof Kamil Baczyński

Nokturn

Gorzko pachną samotną jesienią
te wieczory bez Ciebie umarłe,
kiedy marzę zaplątany w jesień,
kiedy serce mnie dławi pod gardłem.
Kiedy liście żółtawym odblaskiem
spełzną na dół na ściśnięte pięście,
w mgłach daleko zagubiona radość,
w mgłach daleko zagubione szczęście.
Potem noce mnie ciszą umęczą,
myśli spali błyskawicą drżenie,
potem serce mi wydrze przymarłe
jesień w wieczór spłakany wspomnieniem.

 

Stanisław Kamocki, „Jesienny dzień”, 1908, Muzeum Narodowe w Krakowie

Adam Zagajewski

Jesień

Je­sień przy­cho­dzi za wcze­śnie.
Jesz­cze kwit­ną pi­wo­nie, jesz­cze
psz­czo­ły bu­du­ją ide­al­ne pań­stwo,
gdy na­gle na po­lach za­bły­sną
zim­ne ba­gne­ty je­sie­ni i ze­rwie się
wiatr.
Skąd idzie je­sień, cze­mu nisz­czy
ma­rze­nia, zie­lo­ne al­ta­ny i pa­mięć?
Obce mo­car­stwo wcho­dzi w ci­chy las,
złość nad­cią­ga, idzie dżu­ma
i dym po­ża­ru, ochry­płe okrzy­ki
Ta­ta­rów
Je­sień zry­wa li­ście z drzew i na­zwy,
owo­ce. Je­sień za­cie­ra śla­dy, gra­ni­ce,
gasi lam­py, świe­ce, grom­ni­ce; mło­da
je­sień z pur­pu­rą na war­gach ca­łu­je
śmier­tel­nie żywe isto­ty i krad­nie
ży­cie.
Pły­ną soki i krew pły­nie ofiar­na,
pły­nie oli­wa i wino, i rze­ki pło­ną,
żół­te rze­ki wzdę­te pa­dli­ną,
prze­kleń­stwo pły­nie, pły­nie bło­to, lawa,
la­wi­na
Bie­gnie je­sień zdy­sza­na i noże
błę­kit­ne świe­cą w jej nie­mym spoj­rze­niu.
Ona ści­na imio­na jak zio­ła sier­pem
ostrym i nie ma li­to­ści w jej ogniu,
od­de­chu. Idzie ano­nim, ter­ror, ar­mia
czer­wo­na.

 

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska 

Jesień 

Cho­dzi w sza­lu czer­wo­nym i zło­tym.
Prze­glą­da się w owa­lu je­zio­ra.
Lecz jest cho­ra. I nic nie wie o tym,
że ją po­cho­wa­ją w tym sza­lu.

Jan Stanisławski, „Sad”, 1889, Muzeum Narodowe w Krakowie

 

Edward Stachura

Jesień

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia

Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu

I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć

Julian Fałat, „Pejzaż jesienny z Bystrej”, 1902, Muzeum Narodowe w Krakowie

Kazimiera Iłłakowiczówna

Jesień

Wy­pa­trzy­li­śmy oczy za ja­skół­ką od­la­tu­ją­cą.
La­tem sta­ło po dro­gach tak upal­ne ,tak upal­ne go­rą­co,
od księ­ży­ca nad da­chem było aż do głę­bi ser­ca sre­brzy­ście!
Te­raz ser­ce roz­sy­pa­ne po dro­gach leży jak li­ście… jak li­ście…

 

Jerzy Harasymowicz

Jesienna zaduma

Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy z lasem,
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowa, jak za chleb
Rzeczywiście, tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony

 

Cover photo: Kazimierz Alchimowicz, „Krajobraz”, 1886, Muzeum Narodowe w Krakowie

Mogą także Ci się spodobać