Nie wszystkie dzieci rodzą się urodziwe, czyli o rodzicielstwie bez upiększeń

 

Wpis powstał we współpracy z marką WaterWipes

 

Wiedziałam, że gdy urodzę dziecko wszystko się zmieni, nie zdawałam sobie jednak sprawy w jaki sposób. Czy macierzyństwo sprawi, że będę inną osobą? Czy nie zatracę swojej pasji i miłości do sztuki? A może cały czas będę rozmawiała tylko o moim dziecku? Jak po porodzie będzie wyglądać moje ciało? Czy poradzę sobie z natłokiem obowiązków? Czy będę dobrą matką? Pamiętam, że poszukując w sieci otuchy i odpowiedzi na mnożące się pytania, co jakiś czas trafiałam na wyidealizowany obraz rodzicielstwa, który, jak się później okazało, nijak się miał do mojej rzeczywistości. Zmęczona, niewyspana, z bolącą raną po cesarce, z rosnącą frustracją obserwowałam jak inni doskonale radzą sobie w nowej roli. Dlaczego moje macierzyństwo tak nie wygląda? Wiedziałam, że nie będzie idealnie, ale i tak wielokrotnie dawałam się złapać w pułapkę wyimaginowanego idealnego obrazu matki.

 

Paula Modershon-Becker, „Autoportret w szóstą rocznicę ślubu”, 1906

 

Chwilę mi zajęło zrozumienie, że moje macierzyństwo ma prawo być inne. Że mogę przeżywać coś inaczej – silniej albo słabiej. Że mogę czegoś nie lubić, że mam prawo czuć się zmęczona i sfrustrowana. Dotarło do mnie, że nikt nie powinien sugerować mi jak należy przeżywać rodzicielstwo. Z otuchą zaczęłam powoli dostrzegać wokół siebie kobiety, które miały spostrzeżenia podobne do moich. Cudownie jest spotkać kogoś, kto myśli dokładnie tak jak ty, zwłaszcza, jeśli jest to myślenie mocno nieszablonowe.

 

Ciąża bywa jednym z gorszych doświadczeń w życiu

Podobno ciąża to jeden z cudowniejszych momentów dla kobiety. W końcu nosi pod sercem nowe życie, które od czasu do czasu (zwłaszcza nocą) daje o sobie znać uroczymi kopniaczkami. Bywa i tak, nie zaprzeczam. Natomiast moje odczucia z tym związane były ambiwalentne. Z jednej strony cieszyłam się, bo wiedziałam, że to moje dziecko, ale z drugiej czułam się w ciąży nieswojo, jakbym co najmniej połknęła obcego. Kopnięcia? Koszmarne, zwłaszcza te prosto w pęcherz. Do tego nieustanne rzyganie (słowo wymiotowanie nie wystarcza) i sikanie co 15 minut. Problemy z poruszaniem się, zgaga… Naprawdę miewałam lepsze momenty w życiu.

 

Żona Rembrandta, Saskia, często pozowała mu do jego obrazów. Rysunek z 1638 roku, zatytułowany „Chora kobieta w łóżku” to prawdopodobnie jego małżonka. Wiadomo, że w 1638, Saskia była w ciąży. Niestety dziecko zmarło bardzo szybko po porodzie. Sytuacja powtórzyła się  dwa lata później. Dopiero w 1641 roku udało się jej urodzić zdrowego syna, Tytusa. Sama zmarła na gruźlicę w 1642 roku.

 

Rembrandt van Rijn, „Chora kobieta w łóżku (prawdopodobnie Saskia)”, 1638

Czasami ciało wraca szybko do formy, a czasami nie 

Po porodzie niektóre kobiety wyjątkowo dobrze radzą sobie z powrotem do formy fizycznej. Inne radzą sobie gorzej, a niektóre nie radzą sobie w ogóle. Spojrzenie na swoje zmienione ciało i jego akceptacja to szalenie ważne kwestie. Nie zawsze jest łatwo pokochać dodatkowe kilogramy, fałdki na brzuchu, zmęczone, czasami krwawiące piersi czy rany poporodowe. Wspomniane idealizacje internetowe w niczym nie pomagają. Wręcz przeciwnie, potrafią z prędkością światła wzbudzić poczucie winy i sprawić, że patrzymy na siebie jak na wybrakowane egzemplarze. Tymczasem wszystkie zmiany fizyczne wymagają czułości, zwłaszcza ze strony najbliższego otoczenia kobiety. Bez zbędnych przytyków i złośliwości, bez porównań do innych matek.

 

Rubens znany jest z wielkoformatowych prac, w których opiewa urodę kobiet o mlecznej cerze i pełnych kształtach. Malowanie pulchnego ciała to nie tylko wyraz panującego w owym czasie kanonu piękna, ale też synonim dobrobytu oraz sposób na zaprezentowanie przez artystę swojego malarskiego kunsztu.

 

 Peter Paul Rubens, „Toaleta Wenus”, 1612-1615

 

Bąbelek nie zawsze jest piękny. Nie musi. 

Czy jest coś złego w tym, że dostrzegamy podobieństwo noworodka do ziemniaka? Nie. Noworodki wyglądają jak ziemniaczki. To fakt, a z faktami się nie dyskutuje. Nie zawsze dzieci rodzą się piękne, nie zawsze też będą piękne. Wiem, że dla wielu rodziców właśnie takie są – najpiękniejsze na świecie – ale wychowywanie małego ziemniaka nie jest w żaden sposób gorsze. Piszę o tym w żartobliwym tonie, chociaż surowa ocena urody dzieci przez dorosłych to coś, co przytłacza i wzbudza moją złość. Niestety, trzeba się przygotować na to, że ludzie będą się gapić. Będą komentować i oceniać, a przy tym, od samego początku budować, zarówno w nas jak i w dziecku, poczucie, że bycie pięknym to sprawa najwyższej wagi. Tymczasem spójrzmy na Jezuska. Jest brzydki? Jest bardzo brzydki. Ale to wciąż JEZUSEK.

 

W średniowiecznych i wczesnorenesansowych wyobrażeniach Marii z Dzieciątkiem aż roi się od brzydkich, dojrzałych Jezusków. Sposób takiego przedstawiania wiązał się z postrzeganiem Jezusa jako istoty jednocześnie małej i dorosłej – Wszechmocnego Boga w ciele małego dziecka. Dodatkowo, zainteresowanie realizmem, silne w epoce renesansu, w średniowieczu nie było jeszcze aż tak mocno ugruntowane. Bardzo często wybierano więc rozwiązania bliższe ekspresyjnym wyobrażeniom niż temu, co rzeczywiste.

 

Andrea Mantegna, „Madonna z Dzieciątkiem”, 1490-1500

Rodzicielstwo bywa źródłem zmęczenia i smutku

To nieprawda, że bycie rodzicem wyzwala jedynie pozytywne odczucia. Owszem, jest ich naprawdę wiele, ale rodziców nawiedzają też beznadzieja i niemoc. Brak snu, fizyczne zmęczenie, zmiana dotychczasowego rytmu życia – wszystko to razem daje mieszankę wybuchową. Bywa ciężko. Bywa też wspaniale, chociaż trzeba przyznać, że rzeczywistość z  malutkim dzieckiem to zupełnie nowy etap. Zdarza się, że miłość do nowego członka rodziny nie pojawia się od razu i nie zawsze przybiera postać efektownych fajerwerków. Do niektórych rzeczy się dojrzewa i każdy ma prawo robić to w swoim tempie. Dobrze jest mieć tego świadomość i nie obwiniać się, że coś wymyka się ogólnie przyjętym schematom. Wszystko ma swój czas.

 

Cierpiący na depresję Picasso, w latach 1901-1904 postanowił malować dzieła utrzymane w zimnej, błękitnej tonacji. Był to tzw. okres błękitny, charakteryzujący się nastrojem silnego przygnębienia i smutku. Obrazy stanowiły malarski zapis jego stanów emocjonalnych.

 

Pablo Picasso, „Kobieta z założonymi rękami”, 1901

Rodzice nieustannie otrzymują niechciane „złote rady”

Niektórym wydaje się, że dzieci to dobro wspólne, którym można swobodnie zarządzać. Ty urodziłaś, ty karmisz i ubierasz, ale już w kwestii wychowania wielu chciałoby mieć dużo do powiedzenia. Będą więc doradzać, wymądrzać się, będą mówić Ci co robisz źle oraz wytykać każdy błąd. Intencje niektórych będą szczere, innych – wręcz przeciwnie. Oczywiście nie ma nic złego w przyjmowaniu pomocy ze strony innych, myślę jednak, że dość łatwo da się odróżnić szczerą życzliwość od zwykłego wtrącania nosa w nie swoje sprawy. Rodzicielstwo to zabawa w asertywność, zmuszającą niejednokrotnie do powiedzenia głośnego „Nie, dziękuję, sama/sam podejmę decyzję dotyczącą mojego dziecka”.

 

Grafika przedstawia upersonifikowane zjawisko zwane Nanny State (Państwo – Niania), czyli nadopiekuńczość rządu i zbyt silną ingerencję w decyzje obywateli. Francja przedstawiona jako stara pielęgniarka do dzieci trzyma niewinne i zależne od niej niemowlę. 

 

N. Dorville, litografia z 1901 roku

Jak nie zwariować? 

Odpowiedź jest trudna, ponieważ każdy musi odkryć ten sekret sam. Nie ma uniwersalnej recepty, ani metody, która sprawi, że rodzicielstwo będzie łatwe, proste i przyjemne. Ważne, żeby pozwolić na słabość i już na samym początku dopuścić do siebie myśl, że obok radości będą pojawiać się również porażki. Ja bardzo szybko odcięłam się od internetowych źródeł wiedzy o wątpliwej jakości. Przestałam bywać na forach dla rodziców, nierzadko zmieniałam grono obserwowanych w sieci osób, zwłaszcza, że ich widok wzbudzał we mnie kompleksy. Postawiłam na siebie, na swoje odczucia, intuicję oraz pomoc najbliższej rodziny. W rodzicielstwie nie chodzi przecież tylko o same dzieci, ale też o rodziców, o ich dobre samopoczucie oraz komfort – nie tylko fizyczny, ale przede wszystkim emocjonalny.

 

Jeśli śledzicie mnie już od jakiegoś czasu, to wiecie zapewne, że o ile mówię o swoim dziecku, to najchętniej wybieram  niepopularne słodko-gorzkie tematy. Doceniła to marka WaterWipes, która zaprosiła mnie do kampanii #rodzicielstwobezfiltra. Ich naturalne chusteczki nawilżające (99,9% wody i kropla ekstraktu roślinnego) towarzyszą mi od początku macierzyństwa, dlatego tym chętniej zgodziłam się na współpracę przy tak ważnym temacie jakim jest rodzicielstwo bez internetowej ściemy. Przy okazji chciałabym zaprosić Was (dzietnych  i bezdzietnych) do zobaczenia cudownego filmu, w którym Nishka, Marysia Górecka i Sara Ferreira rozmawiają o byciu matkami. Ostrzegam jednak, że momentami od śmiechu będzie Was bolał brzuch 🙂 

 

Mogą także Ci się spodobać