Sztuka i design dla każdego. 10 ładnych rzeczy vintage, które kupiłam za grosze

Uwielbiam wynajdywać ciekawe, czasami dziwne rzeczy z kategorii szeroko pojętej sztuki na pchlich targach i portalach sprzedażowych. Wpisuję różnorakie hasła w wyszukiwarki i szukam, oglądam strona za stroną z nadzieją, że znowu coś się w końcu trafi. Warunek jest jeden. Kupuję tylko te rzeczy, które są tanie. Ustaliłam sobie jakiś czas temu limit jednostkowy, który wynosi maksymalnie ok. 50 zł za przedmiot. Fakt, kilka razy zdarzyło mi się przekroczyć ustaloną cenę, ale na ogół mieszczę się w niskim budżecie. W rezultacie co jakiś czas moja skromną, przedziwną kolekcje, czy raczej osobliwy zbiór, wzbogaca kolejna rzecz: rysunek, obraz, wazon, rzeźba, lalka…Z resztą, sami spójrzcie.

 

1.  Szklany przycisk do papieru, proj. Adam Jabłoński, lata 70 (?). XX wieku 

Przycisk zakupiłam jako „szklaną rzeźbę”, nie znając autora projektu, ani przeznaczenia przedmiotu, ponieważ słabej jakości zdjęcia nie za bardzo dawały możliwość dostrzeżenie walorów tego szklanego cudeńka. To, co mnie przyciągnęło, to symboliczna wręcz cena oraz nalepka „Hand made in Poland”.  Gdy na żywo zaczęłam oglądać przedmiot dostrzegłam na spodzie wydrapaną sygnaturę „AJ” i dzięki niej udało mi się ustalić, co kupiłam. Adam Jabłoński (ur. 1936) to artysta plastyk, technolog szkła, którego wyroby artystyczne cieszyły się zwłaszcza w okresie PRL-u dużą popularnością i były chętnie eksportowane do kilkunastu krajów świata. Przycisk do papieru jest dość ciężki, przez co z pewnością dobrze spełniał swoją rolę, będąc przy tym ładną ozdobą biurka. Obecnie pełni głównie estetyczną funkcję.

Zapłaciłam: 35 zł

 

 

2. Søren von Krogh, Olavskleiv, linoryt, lata 40. lub 50. XX wieku

Grafika artystyczna  w ogłoszeniu widniała jako „stary obraz”. Dostrzegłam, że to linoryt, postanowiłam więc zaryzykować, zwłaszcza, że pod drewnianą ramką widniała mocno zasłonięta sygnatura autorska naniesiona ołówkiem. Kiedy tylko obrazek do mnie dotarł, szybko rozpracowałam ramę i wyjęłam pracę. Okazało się, że rzeczywiście kupiłam linoryt na kartonie, oznaczony 8/50, co daje informację ile w sumie powstało odbitek z takim przedstawieniem. W lewym dolnym rogu napis brzmiący Olavskleiv odnosi się do nazwy norweskiego miasteczka, natomiast w prawym dolnym rogu widnieje napis Søren von Krogh – podpis artysty. Udało mi się dotrzeć do informacji, że artysta ten urodził się w w 1910 roku, był malarzem i grafikiem, mieszkającym na co dzień w Ameryce.

Zapłaciłam: 59 zł

 

 

3. Piotr Sakson, Wujek, rzeźba ludowa w drewnie, lata 70, 80. XX wieku 

W tym przypadku zrobiłam wyjątek, ponieważ rzeźba kosztowała mnie ok 100 zł (dokładnej ceny już nie pamiętam). Udało mi się znaleźć w sieci, że artysta żył w latach 1909-1997, pochodził z kaszubskiej wsi Pobłocie i za swoją rzeźbiarską działalność otrzymał w 1996 roku Nagrodę im. Oskara Kolberga. Jego prace znajdują się m.in. w muzeach w Bydgoszczy, Toruniu i w Słupsku. Rzeźba ma w sobie coś urzekającego i autentycznego. Biorąc pod uwagę, że rozkwit jego talentu, wg dostępnej mi wiedzy,  przypadł na lata 70. XX wieku, można zakładać, że mój „Wujek” powstał albo w tym okresie, albo trochę później. To pierwsza tego typu praca ludowa, którą kupiłam, ale myślę, że nie ostatnia. Mam wrażenie, że moja sympatia do tego typu sztuki rośnie niemalże z dnia na dzień.

Zapłaciłam: ok 100 zł

 

 

 

4. Wazonik, Spółdzielnia Rzut Toruń

Piękny, błękitny. Nic więcej o nim nie wiedziałam, ale dzięki grupom na fb poświęconym wzornictwu i osobom mądrzejszym ode mnie dowiedziałam się, że na 98% wazonik pochodzi ze spółdzielni „Rzut Toruń”, działającej w latach 1936-1996 i skupiającej się wokół produkcji mebli, ceramiki i tkanin.

Zapłaciłam: 15 zł

 

 

 

5.  Lalka regionalna, Spółdzielnia pracy rękodzieła ludowego „Chałupnik” z Iłży dla Cepelii, 1985 r.

Laleczka znaleziona na nowosądeckim pchlim targu (Emaus). Przez chwilę pomyślałam nawet: nie no, bez przesady, po co mi laleczka? Niemniej jej urok i zachowana od spodu metka przekonały mnie, że warto zachować taką rzecz. Zdaję sobie sprawę, że idąc tym tropem, niebawem przyniosę do domu tonę innych przedmiotów, które warto uratować, ale ta panienka jest wyjątkowo urokliwa.

Zapłaciłam: 5 zł

 

 

6. Wazon z motywami muzycznymi 

Dekoracja z trzema różnymi postaciami od razu przywiodła mi na myśl muzyczne prace Mattise’a. Póki co nie udało mi się ustalić gdzie i kiedy powstał wazon. Jeden z tropów prowadzi do Włocławka, drugi do Bolesławca. Bez względu jednak na pochodzenie przedmiotu, najważniejsze, że spełnia swoją rolę i bardzo pięknie prezentuje się na stoliku telewizyjnym.

Zapłaciłam: 10 zł

 

 

7. Wazon W-109, Mirostowickie Zakłady Ceramiczne

Mam wielki sentyment do tego wazonu, ponieważ była to pierwsza rzecz jaką zakupiłam po przeczytaniu książki Beaty Bochińskiej „Zacznij kochać dizajn” i jednocześnie pierwszy przedmiot w moim mini zbiorze. Wygrzebałam go we wspomnianym już wcześniej sądeckim „Emaus”. Do niedawna miałam dwa, niestety drugi egzemplarz padł ofiarą walki kota z muchą. A szkoda, bo pomimo takiej samej formy, posiadał trochę inną malaturę. Właśnie to czyni te przedmioty wyjątkowymi – nie ma drugiego takiego samego egzemplarza.

Zapłaciłam: 2 zł

 

 

8. Wazon, Krakowski Instytut Szkła, proj. Michał Jakubas

To był bardzo ciekawy zakup, ponieważ byłam pewna, że nabywam dwa sprzedawane razem szklane przedmioty: czerwoną czarę i wazon. Okazało się jednak, że szkło przy krawędzi posiada ślady przecięcia (o czym nie miałam pojęcia, kupując je) i dwa osobne elementy nałożone jeden na drugi tworzą jeden duży wazon. Jego forma wskazuje, że powstał w Krakowskim Instytucie Szkła i Ceramiki, gdzie został zaprojektowany przez Michała Jakubasa.

Zapłaciłam: 40 zł

 

 

 

9. Kościółek z XVI w., linoryt, Cepelia 

Kolejna niskobudżetowa grafika, ponownie linoryt, tym razem z metką z Cepelii. Dzięki pomocy jednego z czytelników udało mi się ustalić, że praca przedstawia drewniany kościół w Łaziskach (Bardzo dziękuje!). Niestety, nie wiem jaka autorka bądź autor kryje się pod numerem C-774 znajdującym się na metce.

Zapłaciłam: 15 zł

 

 

10. Jadwiga Desage, Ilustracja do Życia Literackiego, nr 4, 1957 rok

Zobaczyłam tę smutną twarz i wiedziałam, że to będzie mój rysunek. To niewielka praca kupiona na portalu sprzedażowym, ale przy odpowiedniej oprawie będzie cudownie wyglądać na ścianie. O tym, w jakim numerze pisma znalazł się rysunek dowiedziałam się dzięki informacji po drugiej stronie pracy. Udało mi się znaleźć zdigitalizowany numer, a wewnątrz mój rysunek będący ilustracją do jednego z artykułów.

Zapłaciłam: 59 zł

 

 

Co tu dużo mówić: ta zabawa daje mnóstwo radości. I wciąga. Oczywiście pokazałam jedynie część tego, co zdążyłam przez lata uskładać. Czy czujecie się zachęcone/zachęceni do takich poszukiwań i zakupów? A może cierpicie na podobną chorobę? Pochwalcie się!

Mogą także Ci się spodobać