Z bliska: Obrzydliwiec z gifów, czyli ‚Saturn pożerający własne dzieci’ Francisca Goi

Francisco Goya, Saturn pożerający własne dzieci, 1874

 

Na pewno część z was, o ile nie większość, kojarzy zabawne gify, które ożywiają dzieła sztuki. Ostatnio prym w tej kategorii wiedzie nasz rodak, Kajetan Obarski, którego Kiszkiloszki podbiły internet, a mnie niejednokrotnie doprowadziły do spazmatycznego śmiechu, bo czarny humor doceniam wyjątkowo mocno. Jest kilka takich gifów Kajetana, w których na warsztat obrał sobie dzieło „Saturn pożerający swoje dzieci”, Francisca Goi, chociażby jak ten tutaj. To jest ten typ humoru na granicy przyzwoitości, który bardzo mnie bawi, mina mi jednak szybko zrzedła, kiedy zobaczyłam wczoraj w sieci pewien komentarz. Na pytanie „co to za obraz”? pod obrazem Goi, ktoś napisał, że to „obrzydliwiec z gifów”. Czytając to, poczułam się trochę jakbym zobaczyła komentarz pod piosenką Marka Grechuty, brzmiący, że to kiepski cover piosenki Bednarka, i stwierdziłam, że trzeba z tym zrobić jak najszybciej porządek. Bo, o ile jestem zwolennikiem popularyzacji sztuki, nawet w formie tak mocno pokrzywionej, jak wspomniane gify, to chciałabym, aby towarzyszyła temu choć minimalna świadomość, czym te dzieła są w oryginale.

Ten obrzydliwiec z gifów to jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów hiszpańskiego malarza romantycznego, Francisca Goi. „Saturn pożerający własne dzieci” to jeden z 14 obrazów należących do tzw. czarnego cyklu, które malarz wykonał na kilka lat przed swoją śmiercią. Malowidła powstały w latach 1819-23 na ścianach jego domu, zwanego Domem Głuchego, i dopiero pod koniec XIX wieku zostały przeniesiona na płótna przez innego, hiszpańskiego malarza. Mroczny, pełen okrucieństwa temat zdawał się nawiązywać do sytuacji politycznej w Hiszpanii, stanowiąc jego satyrę, wyrażał także stan emocjonalny malarza, który borykał się z problemami zdrowotnymi, a swoje najlepsze czasy jako malarz, miał już dawno za sobą.

 
 Mitologiczny Saturn pokonał swojego ojca Coleosa, aby zdobyć władzę nad światem. Z obawy przed potencjalnym rywalem o tron zabił także swojego syna, choć niektórzy badacze twierdzą, ze Goya uwiecznił Saturna pożerającego nie chłopca, a ciało młodej kobiety. Bez względu na to, kogo Saturn zabił, trzeba przyznać, że wygląda rzeczywiście potwornie. Oczy wielkie, wybałuszone jak gdyby z przerażenia, pełne obłędu, włosy rozwichrzone – wszystko to każe nam sądzić, że widzimy jakieś dzikie zwierze, a nie człowieka. 
 
Francisco Goya, Saturn pożerający własne dzieci, detal, 1874

 

Cały cykl czarnych obrazów, w tym właśnie „Saturn” pozostawia ciągle szerokie pole to badań i wszechstronnych analiz, zarówno formalnych, jak i psychologicznych. Freud pokusił się o tezę, zakładającą, że akt pożerania własnego syna wiąże się z tematyką impotencji seksualnej, przyznam jednak, że bardziej od samego znaczenia tego obrazu, interesuje mnie jego siła oddziaływania. Goya użył czerni i brązów, nakładanych grubo, bardzo obszernymi pociągnięciami farby. Możliwe, że temat stał się tutaj tylko pretekstem do olbrzymiej ekspresji, która bliższa jest rodzącym się już wkrótce (bo pod koniec XIX wieku) rozwiązaniom awangardowym.

Mogą także Ci się spodobać