Czasem mi smutno, czasami nie mam siły. O 3 pracach, które mi wtedy pomagają

H. T. Lautrec, „Praczka”, 1886


Takie dni przychodzą nagle, bez zapowiedzi. Nie pukają do drzwi, nie anonsują się wcześniej. Po prostu wjeżdżają jak czołg i taranują wszystko, co pojawia się na drodze, także mnie, nieprzygotowaną na tak silne uderzenie. Zawsze uważam, że jestem człowiekiem otoczonym miłością i szczęściem, ale w takich momentach to nie ma niestety żadnego znaczenia – smutek okrywa mnie niczym płaszczem i jedyne co mogę zrobić, to całkowicie się nim zawinąć. I czekać cierpliwie aż to minie. 

 
W takie dni biorę do ręki parę albumów o sztuce, dokładnie tak, jak bierze się lekarstwo na męczący kaszel i przeziębienie. Sztuka w takich chwilach wydaje mi się jedynym i słusznym rozwiązaniem, na nic innego nie mam siły, potrafię tylko wpatrywać się w wydrukowane na papierze obrazy oczekując, że właśnie w nich skryła się chwilowa ulga. Bardzo często faktycznie mi to pomaga. 
 
Egon Schiele, „Domy i sosny „, 1915
 
 
Rysunki Egona Schiele, choć bardzo nerwowe i ekspresyjne, mają w sobie jednocześnie coś uspokajającego, przynajmniej dla mnie. Śledzę w zamyśleniu jego kreskę, wpatruje się w wąskie uliczki i domki i nagle wydaje mi się, jakbym i ja znajdowała się gdzieś ponad miastem, a więc poza zasięgiem wszystkich trosk i problemów. Na ogół wybieram właśnie widoki miasta z lotu ptaka – ta bezpieczna perspektywa jest bardzo pocieszająca.  
 
Emil Nolde, „Duże maki”, 1942
 
Uspokaja mnie również wpatrywanie się w kwiaty, zwłaszcza te malowane mocną i ognistą plamą przez Emila Nolde. Być może to to terapia kolorem, który, chociaż w tym przypadku bardzo intensywny, daje mi poczucie, że wszystko mam pod kontrolą, że ta energia jest znana, poskromiona, a przez to nie zagraża i mnie budzi lęku. 
 
Edward Hopper, „Dziewczyna przy maszynie do szycia”, 1921
 
„Dziewczyna przy maszynie do szycia” to jeden z tych obrazów Edwarda Hoppera, który nie przytłacza samotnością, ale wskazuje na pozytywne aspekty przebywania samemu ze sobą. Spokój – to jest to uczucie, którego mocno pragnę, zwłaszcza gdy wszystko wokół wydaje się być jego totalnym zaprzeczeniem. Wpatrywanie się w prostą, domową czynność przypomina mi, że złe samopoczucie minie i jest to stan przejściowy, który czasami musi trochę w życiu namieszać, aby w rezultacie wszystko  i tak powróciło na swoje tory. 
 
Opowiedzcie mi o swoich malarskich ukojeniach. 

Mogą także Ci się spodobać